Coraz więcej badań wskazuje, że niedożywienie pszczół jest jednym z kluczowych problemów wpływających na kondycję zapylaczy. W czasopiśmie Nature opublikowano badanie, w którym sprawdzono wpływ nowego dodatku do diety pszczoły miodnej (Apis mellifera). Naukowcy wykorzystali zmodyfikowane drożdże zdolne do produkcji steroli — związków naturalnie obecnych w pyłku roślinnym, których często brakuje w sztucznych substytutach pokarmu stosowanych w pszczelarstwie.
W warunkach eksperymentalnych efekt był jednoznaczny. Kolonie otrzymujące wzbogaconą dietę wychowywały wielokrotnie więcej potomstwa niż kolonie kontrolne, a rozwój czerwiu utrzymywał się przez cały okres trwania doświadczenia. W grupie bez dodatku steroli rozwój kolonii ulegał zahamowaniu.
Ten wynik jest istotny, ale jego znaczenie wykracza poza samą technologię żywienia pszczół.
Badanie wskazuje, że jednym z głównych problemów nie jest brak pokarmu jako takiego, lecz jego jakość. Pszczoły mogą mieć dostęp do dużych ilości nektaru i pyłku, a mimo to pozostawać niedożywione w sensie fizjologicznym. W tym kontekście trafniejsze jest określenie, że są nie tyle głodne, co „niedożywione jakościowo” — podobnie jak organizm, który otrzymuje energię, ale nie dostaje kluczowych składników odżywczych.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Jeżeli problem dotyczy jakości pokarmu, to nie rozwiąże go proste zwiększenie liczby roślin kwitnących ani dosiewanie kilku popularnych gatunków uznawanych za miododajne. Potrzebne są zasoby, które odpowiadają rzeczywistym potrzebom żywieniowym pszczół.
A te są znacznie bardziej złożone, niż się powszechnie zakłada. Nektar jest przede wszystkim źródłem energii — dostarcza cukrów niezbędnych do lotu i utrzymania aktywności. Pyłek pełni zupełnie inną funkcję. Jest podstawowym źródłem białka, lipidów, witamin i mikroelementów, czyli składników niezbędnych do rozwoju larw, funkcjonowania układu odpornościowego i prawidłowego działania całej kolonii.
Problem polega na tym, że pyłek nie jest jednorodny. Jego skład chemiczny różni się w zależności od gatunku rośliny. Niektóre gatunki dostarczają określonych aminokwasów, inne lipidów, jeszcze inne steroli lub mikroelementów. Dopiero dostęp do wielu różnych źródeł pozwala pszczołom zbilansować dietę.
W tym miejscu widać wyraźnie ograniczenia podejścia opartego na „roślinach miododajnych”. Wiele z nich dostarcza obfitego nektaru lub pyłku, ale nie oznacza to, że zapewniają pełnowartościowe żywienie. Monotonne źródła pokarmu mogą prowadzić do sytuacji, w której pszczoły mają pod dostatkiem kalorii, ale brakuje im kluczowych składników budulcowych.
To zjawisko można porównać do dobrze znanego problemu w żywieniu ludzi. Dieta oparta na wysoko przetworzonej żywności może dostarczać nadmiaru energii, a jednocześnie prowadzić do niedoborów witamin, mikroelementów czy zdrowych tłuszczów. Efektem jest organizm, który formalnie nie jest głodny, ale funkcjonuje w stanie chronicznego niedożywienia. W przypadku pszczół skutki takiego stanu dotyczą nie tylko pojedynczych osobników, ale całych kolonii.
Warto przy tym podkreślić, że badanie dotyczy pszczoły miodnej — gatunku hodowlanego, który w razie potrzeby może być dokarmiany i wspierany przez człowieka. Te same mechanizmy niedoborów pokarmowych dotyczą jednak całej grupy zapylaczy, a ich konsekwencje są znacznie poważniejsze w przypadku gatunków dzikich.
Dzikie pszczoły i inne owady zapylające nie mają dostępu do uzupełniającego pokarmu ani do interwencji człowieka. Ich funkcjonowanie jest bezpośrednio zależne od jakości środowiska. Jeżeli krajobraz nie zapewnia odpowiedniej różnorodności roślin, niedobory pokarmowe przekładają się bezpośrednio na spadek liczebności i zanikanie populacji. Dodatkowo badania wskazują, że w warunkach ograniczonych zasobów pszczoła miodna może konkurować z dzikimi zapylaczami o pokarm, wpływając na ich kondycję i sukces rozrodczy.
W tym kontekście badanie nad „superpokarmem” należy odczytywać jako sygnał ostrzegawczy. Pokazuje ono, że współczesny krajobraz coraz częściej nie dostarcza zasobów odpowiadających rzeczywistym potrzebom biologicznym zapylaczy. Odpowiedź na ten problem nie polega jednak na dalszym rozwijaniu syntetycznych dodatków do diety. Rozwiązanie jest znane i jednocześnie trudniejsze do wdrożenia, ponieważ dotyczy sposobu zarządzania przestrzenią.

Kluczowe znaczenie ma odbudowa i utrzymanie różnorodnych siedlisk: rodzimych łąk kwietnych, miedz, zadrzewień śródpolnych, skrajów lasów i terenów pozostawionych częściowo bez intensywnej ingerencji. To właśnie mozaikowy krajobraz, a nie jednorodne powierzchnie, zapewnia ciągłość i zróżnicowanie pokarmu w czasie.
Istotne jest również ograniczanie obecności inwazyjnych gatunków obcych, które często dominują i wypierają rośliny rodzime, a tym samym zubożają dostępne zasoby pokarmowe.
W praktyce oznacza to także zmianę podejścia do „porządku” w przestrzeni. Regularne koszenie, usuwanie krzewów czy dążenie do estetycznej jednolitości prowadzą do eliminacji wielu cennych siedlisk. Tymczasem to właśnie elementy postrzegane jako nieuporządkowane — dzikie fragmenty roślinności, zróżnicowana struktura, spontaniczna sukcesja — są kluczowe dla funkcjonowania zapylaczy.
Działania na rzecz poprawy sytuacji mogą być podejmowane na różnych poziomach. W skali krajobrazu oznaczają planowanie i ochronę siedlisk. W skali lokalnej mogą zaczynać się od prostych zmian: rzadszego koszenia, pozostawiania fragmentów terenu bez ingerencji, ochrony krzewów i roślinności spontanicznej — ale też od tworzenia niewielkich przestrzeni dla zapylaczy, takich jak nanołączki
Badanie opisujące wzbogacanie diety pszczół nie jest więc opowieścią o nowym rozwiązaniu problemu zapylaczy. Jest raczej przypomnieniem, że podstawowe warunki ich funkcjonowania zostały w wielu miejscach naruszone.
I że ich odbudowa nadal pozostaje w naszym zasięgu.
Więcej informacji o badaniu: https://www.ox.ac.uk/news/2025-08-20-saving-bees-superfoods-new-engineered-supplement-found-boost-colony-reproduction