Pszczoła miodna a dzikie zapylacze korzystają z tych samych, ograniczonych zasobów nektaru i pyłku. Różnica polega na tym, że liczebność pszczoły miodnej w wielu miejscach zwiększa człowiek, ustawiając w krajobrazie pasieki liczące od kilku do nawet setek rodzin. Każda z nich może w szczycie sezonu składać się z dziesiątek tysięcy robotnic zbierających pokarm na obszarze wielu kilometrów kwadratowych.

Co dzieje się wtedy z dzikimi zapylaczami korzystającymi z tych samych kwiatów?

Opublikowane w sierpniu 2026 roku w czasopiśmie „Communications Biology” badanie „Honeybee dominance alters foraging of wild pollinators across Europe” przynosi jedną z najszerszych analiz tego zjawiska w skali kontynentu. Jego autorzy, Lorenzo Marini i Jose B. Lanuza, wykazali, że wraz ze wzrostem dominacji pszczoły miodnej dzikie zapylacze coraz rzadziej korzystają z tych samych roślin i zmieniają strukturę swojej diety.

Nie oznacza to, że nagle odkrywają więcej atrakcyjnych źródeł pokarmu. Wynik jest zgodny z mechanizmem, w którym liczniejszy i skuteczniejszy konkurent eksploatuje najbardziej opłacalne kwiaty, a pozostałe owady są wypychane w stronę zasobów alternatywnych.

W skrócie: najważniejsze wnioski

Wyniki dotyczące relacji „pszczoła miodna a dzikie zapylacze” można streścić w siedmiu punktach:

  • Pszczoła miodna odwiedzała około połowy wszystkich gatunków roślin uwzględnionych w analizowanych sieciach zapylania.
  • Średnio odpowiadała za 36% zarejestrowanych kontaktów owadów z kwiatami, a w niektórych miejscach nawet za 98%.
  • Im większa była jej dominacja, tym mniejsza stawała się zbieżność roślin odwiedzanych przez nią i przez dzikie zapylacze.
  • Dzikie zapylacze zaczynały korzystać z szerszego zestawu roślin, co autorzy interpretują przede wszystkim jako prawdopodobne unikanie konkurencji i reakcję na uszczuplanie preferowanych zasobów.
  • Duża liczba gatunków kwitnących roślin zwiększała liczbę dostępnych możliwości, ale nie usuwała wpływu dominacji pszczoły miodnej.
  • Badanie wykazało zmianę wzorca żerowania, lecz samo w sobie nie udowodniło spadku liczebności ani pogorszenia rozrodu dzikich zapylaczy.
  • Takie konsekwencje wykazano jednak w innych badaniach terenowych, szczególnie w pobliżu dużych lub gęsto rozmieszczonych pasiek.

Pszczoła miodna a dzikie zapylacze: co dokładnie zbadali naukowcy?

Autorzy wykorzystali europejską bazę sieci interakcji roślina–zapylacz EuPPollNet. Sieć zapylania jest zapisem tego, jakie gatunki owadów odwiedzają poszczególne gatunki roślin i jak często dochodzi do tych kontaktów.

Po zastosowaniu kryteriów jakościowych w analizie znalazły się:

  • 592 niezależne sieci zapylania,
  • dane pochodzące z 46 badań,
  • 1634 oddzielne sesje terenowe,
  • ponad 1800 gatunków dzikich zapylaczy,
  • siedliska naturalne, rolnicze i zurbanizowane z różnych części Europy.

Badane owady podzielono na sześć grup: dzikie pszczoły, motyle, bzygowate, pozostałe muchówki, chrząszcze oraz błonkówki inne niż pszczoły. Dzięki temu można było sprawdzić, czy wszystkie grupy reagują na dominację pszczoły miodnej podobnie.

Naukowcy nie liczyli uli znajdujących się przy każdym stanowisku. Mierzyli dominację pszczoły miodnej jako jej udział we wszystkich zarejestrowanych wizytach owadów na kwiatach. To ważne rozróżnienie: praca pokazuje ekologiczne znaczenie dużej liczebności pszczoły miodnej, ale nie pozwala obliczyć uniwersalnej, bezpiecznej liczby rodzin na kilometr kwadratowy.

Pszczoła miodna korzysta z ogromnej części dostępnych zasobów

Pszczoła miodna jest wybitnym generalistą. W analizowanym zbiorze odwiedzała około 50% wszystkich gatunków roślin. Zaledwie 3,5% roślin odwiedzanych przez pszczołę miodną nie miało żadnych innych zarejestrowanych zapylaczy.

Oznacza to, że niemal cała jej baza pokarmowa była współdzielona z innymi owadami.

W przeciętnej sieci pszczoła miodna odpowiadała za 36% wizyt na kwiatach. Rozpiętość była jednak olbrzymia: od stanowisk, na których stanowiła mniej niż 1% obserwowanych zapylaczy, do miejsc, gdzie generowała 98% wszystkich kontaktów z roślinami.

Sama obecność pszczoły miodnej nie przesądza więc jeszcze o wystąpieniu problemu. Kluczowa jest jej dominacja. Jedna rodzina w krajobrazie obfitującym w kwiaty stwarza inną presję niż kilkadziesiąt uli ustawionych przy ubogim siedlisku albo na granicy obszaru chronionego.

„Szersza dieta” nie musi być dobrą wiadomością

Jednym z wyników badania było zmniejszenie specjalizacji pokarmowej dzikich zapylaczy. Wraz ze wzrostem dominacji pszczoły miodnej zaczynały one odwiedzać szerszy zestaw roślin.

Na pierwszy rzut oka może to brzmieć korzystnie. Bardziej urozmaicona dieta kojarzy się przecież z większą dostępnością pokarmu. W ekologii żerowania znaczenie zależy jednak od przyczyny tej zmiany.

Jeżeli zasoby są obfite, zwierzę może koncentrować się na najbardziej opłacalnych roślinach: takich, które dostarczają dużo nektaru lub wartościowego pyłku przy niewielkim koszcie poszukiwania i obsługi kwiatu. Jeżeli atrakcyjny zasób zostaje uszczuplony przez liczniejszego konkurenta, słabszy konkurent musi rozszerzyć dietę, korzystać z mniej preferowanych roślin albo poświęcać więcej czasu na znalezienie odpowiedniego pokarmu.

Autorzy wskazują, że właśnie unikanie konkurencji jest najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem zaobserwowanego wzorca. Dzikie zapylacze rzadziej korzystały z roślin intensywnie odwiedzanych przez pszczołę miodną, a jednocześnie stawały się bardziej generalistyczne.

Nie można jednak wykluczyć, że w części przypadków mniejsza zbieżność wynikała z naturalnego podziału nisz. Niektóre gatunki nawet bez silnej konkurencji wybierają inne kwiaty ze względu na długość języczka, wielkość ciała, budowę kwiatu albo porę aktywności. Dlatego autorzy mówią o wzorcu zgodnym z wypieraniem i unikaniem, a nie o bezpośrednim dowodzie szkody u każdego badanego gatunku.

Dlaczego więcej kwiatów nie rozwiązało problemu?

Wynik szczególnie ważny dla praktyki ochrony przyrody dotyczy różnorodności roślin. Bogatsza flora dawała dzikim zapylaczom więcej możliwości żerowania, ale nie neutralizowała zmian związanych z wysoką dominacją pszczoły miodnej.

Nie oznacza to, że tworzenie i odtwarzanie siedlisk kwietnych jest bezcelowe. Przeciwnie, niedobór kwiatów pozostaje jednym z najważniejszych zagrożeń dla owadów. Badanie pokazuje jednak, że zwiększanie bazy pokarmowej nie może być jedyną odpowiedzią na stale rosnącą liczbę uli.

Jeżeli do siedliska wprowadzamy kolejne rodziny pszczele, zwiększamy równocześnie liczbę konsumentów. Dosiewanie kwiatów może poprawiać sytuację, ale nie daje licencji na nieograniczone zwiększanie obsady pasiek. W pewnym momencie dodatkowy pożytek zostanie przejęty głównie przez dodatkowe pszczoły miodne, a presja na dzikie owady pozostanie.

Liczy się zresztą nie tylko liczba gatunków roślin, lecz także ich obfitość, ciągłość kwitnienia i wartość odżywcza pyłku oraz nektaru. Tych parametrów nowe badanie nie mogło w pełni uwzględnić, ponieważ baza nie zawierała porównywalnych danych o liczebności roślin we wszystkich sieciach.

Pszczoła miodna a dzikie zapylacze: kto może być najbardziej narażony?

Reakcje poszczególnych grup nie były identyczne. Autorzy uznali dzikie pszczoły i motyle za grupy szczególnie wrażliwe: wyraźnie rozszerzały dietę, lecz nie były w stanie równie skutecznie ograniczyć kontaktu z zasobami wykorzystywanymi przez pszczołę miodną. Warto przy tym pamiętać, że pszczoła miodna nie jest jedynym zapylaczem łąk, a rzadsze gatunki mogą być niezastąpione dla konkretnych roślin.

Wyniki innych badań wskazują, że silna konkurencja może dotykać zwłaszcza:

  • trzmieli, ponieważ utrzymują rodziny przez dużą część sezonu i potrzebują znacznych ilości nektaru oraz pyłku;
  • dużych pszczół samotniczych, takich jak porobnice i zadrzechnie, które muszą zgromadzić dużo pokarmu dla każdego potomka;
  • małych gatunków o krótkim zasięgu lotu, ponieważ nie mogą łatwo przenieść żerowania kilka kilometrów dalej;
  • specjalistów pokarmowych, gdy pszczoła miodna intensywnie korzysta z rośliny, od której zależy ich rozród.

W badaniu przeprowadzonym na śródziemnomorskich murawach duże dzikie pszczoły, między innymi z rodzajów Bombus, Anthophora i Xylocopa, były spotykane dalej od pasiek. Autorzy tłumaczyli to ich większym zapotrzebowaniem energetycznym oraz zdolnością do opuszczenia silnie eksploatowanego obszaru. Mniejsza liczba dużych pszczół blisko uli nie musi więc oznaczać natychmiastowej śmierci owadów. Może oznaczać wypchnięcie ich na dalsze, potencjalnie gorsze żerowiska.

Konkurencja nie polega na przepędzaniu innych pszczół

Pszczoły miodne zazwyczaj nie atakują dzikich pszczół na kwiatach. Najważniejszym mechanizmem jest konkurencja eksploatacyjna. Jeden gatunek zużywa zasób, zanim skorzystają z niego pozostałe.

Rodzina pszczela ma pod tym względem wyjątkową przewagę:

  • liczy dziesiątki tysięcy robotnic,
  • działa jak jeden dobrze zorganizowany superorganizm,
  • potrafi przekazywać informacje o opłacalnych źródłach pokarmu,
  • szybko kieruje dużą liczbę zbieraczek na masowo kwitnące rośliny,
  • może korzystać z pożytków położonych znacznie dalej niż większość drobnych pszczół samotniczych.

Kwiat może wyglądać na dostępny, a mimo to zawierać niewiele nektaru lub pyłku, ponieważ wcześniej odwiedziły go setki robotnic. Dzikie owady ponoszą wówczas koszt poszukiwania, przelotów i obsługi pustych albo częściowo opróżnionych kwiatów.

Autorzy nowej pracy wskazują również na możliwość unikania zapachu lub innych śladów obecności pszczół miodnych. Niezależnie od dokładnego mechanizmu skutek przestrzenny może być podobny: dzikie zapylacze zmieniają wykorzystywane rośliny.

Czego nowe badanie nie udowadnia?

Duża skala analizy jest jej siłą, ale narzuca także ograniczenia. Z pracy nie wynika, że:

  • każda pasieka szkodzi dzikim zapylaczom;
  • każda wizyta pszczoły miodnej odbiera pokarm innemu owadowi;
  • rozszerzenie diety zawsze pogarsza kondycję albo rozród dzikiej pszczoły;
  • można ustalić jeden bezpieczny limit uli obowiązujący we wszystkich siedliskach;
  • za całą zaobserwowaną dominację odpowiadały pszczoły z pasiek, ponieważ baza nie rozróżniała rodzin utrzymywanych i dziko żyjących;
  • wykazano bezpośredni spadek liczebności dzikich zapylaczy.

Analizowane sieci były przede wszystkim obrazem interakcji w określonym miejscu i czasie. Autorzy nie śledzili losów konkretnych populacji przez wiele pokoleń i nie mierzyli liczby wyprodukowanych samic, masy potomstwa ani przeżywalności gniazd.

Praca wykazuje natomiast rozległy, powtarzalny związek: im większa dominacja pszczoły miodnej, tym bardziej zmienia się sposób korzystania z roślin przez pozostałe zapylacze. Dalsze znaczenie tego mechanizmu trzeba oceniać na podstawie eksperymentów terenowych i badań kondycji populacji.

Co pokazały eksperymenty terenowe?

Nowa analiza nie pojawia się w naukowej próżni. Jej wyniki są zgodne z szeregiem badań, w których mierzono dostępność pokarmu, rozmieszczenie dzikich pszczół albo rozwój ich gniazd.

Mniej pokarmu i mniej dzikich pszczół w pobliżu pasiek

W chronionych zaroślach rozmarynowych na południu Francji Mickaël Henry i Guy Rodet badali obszar, na który w okresie kwitnienia przywożono do 830 rodzin pszczelich. Zagęszczenie przekraczało 14 rodzin na kilometr kwadratowy.

W pobliżu pasiek odnotowano:

  • spadek częstości występowania dzikich pszczół o 55%,
  • spadek skuteczności zbierania przez nie nektaru o 50%,
  • oddziaływanie widoczne w odległości od około 600 do 1100 metrów od pasieki.

Co ważne, konkurencja była widoczna również między samymi rodzinami pszczoły miodnej. Przy wysokiej obsadzie także one zbierały mniej nektaru i pyłku. Oznaczało to, że lokalna pojemność pokarmowa siedliska została przekroczona. Pełny tekst badania.

W Parku Naturalnym Garraf w Hiszpanii przy zagęszczeniu około 3,5 ula na kilometr kwadratowy stwierdzono niższą biomasę dzikich pszczół w pobliżu pasiek. Za różnicę odpowiadała przede wszystkim mniejsza liczebność dużych gatunków. Badanie Torné-Noguera i in..

Nie są to wartości, które można automatycznie przenieść do Polski. Pokazują jednak, że pojemność pokarmowa jest cechą konkretnego miejsca i sezonu, a nie abstrakcyjnym, niewyczerpanym zasobem.

Słabszy rozwój gniazd trzmieli

W badaniu nad trzmielem ziemnym (Bombus terrestris) rodziny ustawione blisko dużej pasieki przybierały mniej na wadze oraz produkowały mniej i mniejsze młode królowe niż rodziny umieszczone dalej. Autorzy ostrożnie podkreślali, że porównanie obejmowało dwa stanowiska, ale wynik powtórzył się w dwóch sezonach. Badanie Elbgami i in..

Podobny kierunek wykazała praca z Flandrii. Gniazda trzmieli rozwijały się słabiej w krajobrazach o większym zagęszczeniu pasiek, szczególnie na terenach miejskich. Badanie Meeus i in..

Te doświadczenia pokazują, dlaczego sama zmiana odwiedzanych roślin może mieć znaczenie. Jeżeli zdobycie odpowiedniej ilości pokarmu wymaga dłuższych lotów albo korzystania z mniej opłacalnych źródeł, mniej energii pozostaje na rozwój rodziny i produkcję przyszłych królowych.

Eksperyment na całej wyspie

Szczególnie czytelnych danych dostarczyło badanie na włoskiej wyspie Giannutri, opublikowane w 2025 roku w „Current Biology”. Na niewielkiej, izolowanej wyspie znajdowało się 18 uli. Badacze okresowo zamykali ich wyloty na 11 godzin, praktycznie wyłączając w tych dniach pszczoły miodne z konkurencji.

Po czasowym wyłączeniu pasieki:

  • ilość nektaru w kwiatach dwóch badanych roślin wzrastała o 52,5% i 71,1%,
  • dostępność pyłku w pobliżu pasieki wzrosła o 35,7%,
  • dzikie pszczoły krócej szukały pokarmu i dłużej pobierały nektar.

Równolegle, w latach 2021–2024, liczebność miejscowej porobnicy Anthophora dispar spadła o 77%, a trzmiela ziemnego o 87%. Część eksperymentalna bezpośrednio wykazała uszczuplanie zasobów przez pszczoły miodne. Wieloletni spadek populacji był z tym mechanizmem zgodny, choć pozostawał obserwacją obejmującą tylko dwa gatunki w wyjątkowym, wyspowym ekosystemie. Badanie Pasquali i in..

Pszczoła miodna a dzikie zapylacze: co to ma wspólnego z nawłocią?

Nowe badanie europejskie nie dotyczyło nawłoci i nie testowało skutków jej usuwania. Nie można zatem przedstawiać go jako bezpośredniego dowodu, że wykoszenie konkretnego łanu nawłoci poprawi sytuację dzikich pszczół.

Praca potwierdza jednak zasadę kluczową dla tej dyskusji: nektar i pyłek są ograniczonymi zasobami współdzielonymi przez wiele gatunków. Zwiększenie liczby rodzin pszczelich zmienia sposób korzystania z tych zasobów przez pozostałe zapylacze.

Nawłoć kanadyjska rzeczywiście dostarcza późnego pożytku. Nie zmienia to jednak faktu, że inwazyjne gatunki obce na łąkach wypierają rodzime rośliny i przekształcają całe siedliska. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska opisuje nawłoć kanadyjską jako gatunek tworzący zwarte płaty, hamujący kiełkowanie i wzrost rodzimych roślin oraz zmniejszający różnorodność flory. Jej miododajność nie unieważnia tych skutków.

Bronienie inwazyjnej rośliny dlatego, że jest bezpłatnym źródłem pokarmu dla prywatnych pasiek, odwraca kolejność odpowiedzialności. Ochrona ekosystemu nie może polegać na utrzymywaniu gatunku wypierającego rodzimą roślinność po to, aby zwiększyć produkcję jednego hodowlanego zapylacza.

Pszczoła gospodarska korzystająca ze wspólnego zasobu

Polskie przepisy zaliczają pszczołę miodną do zwierząt gospodarskich. W praktyce jej żywienie opiera się jednak przede wszystkim na nektarze i pyłku pobieranym z pól, lasów, łąk, parków, rezerwatów oraz prywatnych ogrodów znajdujących się w zasięgu lotu robotnic.

To model przypominający wypas, lecz z zasadniczą różnicą. Właściciel bydła lub owiec musi dysponować pastwiskiem albo uzyskać prawo do korzystania z niego. Pszczoły przekraczają granice działek, a pszczelarz nie musi posiadać ani kontraktować powierzchni zapewniającej ustawionym rodzinom odpowiednią ilość pożytku.

Pszczoły są prywatne, podobnie jak pozyskiwany z nich miód. Pokarm pochodzi natomiast ze wspólnych i cudzych zasobów. Dopóki kwiatów jest dużo, a uli niewiele, ten model może nie powodować widocznego konfliktu. Problem zaczyna się wtedy, gdy liczba rodzin przestaje odpowiadać pojemności pokarmowej terenu.

Jak mogłaby wyglądać odpowiedzialność za bazę pożytkową?

Nie chodzi o karmienie pszczół przez cały sezon syropem cukrowym. Pszczoła miodna potrzebuje naturalnego, różnorodnego pokarmu kwiatowego. Odpowiedzialność pszczelarza może jednak polegać na zapewnieniu dostępu do odpowiedniej bazy pożytkowej, podobnie jak właściciel zwierząt wypasanych odpowiada za dostęp do pastwiska.

W praktyce warto rozpocząć dyskusję o takich rozwiązaniach jak:

  1. Dostosowanie liczby uli do pojemności pokarmowej terenu. Ocena powinna uwzględniać sezon, obfitość kwitnienia i obecność innych pasiek, a nie tylko powierzchnię obszaru.
  2. Zakładanie własnych pożytków z gatunków bezpiecznych dla przyrody. Powinny to być zróżnicowane nasadzenia zapewniające ciągłość kwitnienia, a nie jeden masowo kwitnący gatunek.
  3. Kontraktowanie z rolnikami „pszczelich pastwisk”. Umowa dotycząca kwitnącej uprawy lub odpowiednio prowadzonego siedliska wiązałaby wielkość działalności pasiecznej z realną bazą pokarmową.
  4. Mapowanie dużych pasiek i minimalne odległości między nimi. Badania terenowe sugerują, że odległość między pasiekami może być praktyczniejszym narzędziem niż jeden sztywny limit uli na kilometr kwadratowy.
  5. Szczególne zasady dla rezerwatów, parków narodowych i innych ostoi rzadkich zapylaczy. W takich miejscach pierwszeństwo powinna mieć ochrona dzikich populacji, a ustawienie pasieki wymagać oceny wpływu na zasoby pokarmowe.
  6. Monitoring skutków. Obserwacja samych pszczół miodnych nie wystarcza. Potrzebne są dane o dzikich pszczołach, szczególnie dużych gatunkach, trzmielach i specjalistach pokarmowych.

Nie istnieje jeden prosty przelicznik, który zadziała na miejskim skwerze, wielkopowierzchniowej uprawie rzepaku i cennej murawie. Odpowiedzialność powinna być dopasowana do miejsca. Brak uniwersalnej liczby nie oznacza jednak, że problemu nie da się regulować.

Nie chodzi o walkę z pszczelarstwem

Pszczoła miodna jest ważna dla rolnictwa, ma ogromne znaczenie kulturowe i gospodarcze, a pszczelarstwo jest częścią europejskiej historii. Konflikt pojawia się dopiero wtedy, gdy zwierzę gospodarskie przedstawia się jako uniwersalne narzędzie ochrony bioróżnorodności albo gdy interes produkcji pasiecznej zaczyna wyznaczać sposób zarządzania siedliskiem przyrodniczym. Takie pozorne działania na rzecz przyrody opisywaliśmy już jako beewashing.

Autorzy badania z 2026 roku nie postulują likwidacji pasiek. Wskazują na potrzebę ustalania minimalnej liczby uli koniecznej do zapewnienia zapylania upraw, zamiast automatycznego zwiększania ich obsady, oraz szukania strategii godzących pszczelarstwo z ochroną dzikich zapylaczy.

W przypadku pasiek nastawionych wyłącznie na produkcję miodu pytanie powinno być jeszcze prostsze: czy zasoby środowiska rzeczywiście pozwalają na utrzymanie planowanej liczby rodzin bez nadmiernej presji na pozostałe owady?

Czas zacząć rozmawiać o pojemności środowiska

Relacja „pszczoła miodna a dzikie zapylacze” nie sprowadza się do prostego stwierdzenia, że każda rodzina pszczela szkodzi innym owadom. Najnowsze badanie daje jednak mocne podstawy do odrzucenia założenia, że liczba uli jest dla ekosystemu obojętna.

Gdy pszczoła miodna dominuje, pozostałe zapylacze zmieniają sposób żerowania. Eksperymenty terenowe pokazują, że przy silnej presji może się to wiązać z mniejszą dostępnością pokarmu, wypieraniem dzikich pszczół, słabszym rozwojem gniazd i ograniczeniem rozrodu.

Dlatego zamiast pytać, ile inwazyjnej nawłoci należy pozostawić, aby wykarmić wszystkie ustawione w okolicy ule, powinniśmy pytać:

Ile rodzin pszczelich może utrzymać dane siedlisko bez szkody dla dzikich zapylaczy i kto powinien odpowiadać za zapewnienie im bazy pokarmowej?

To nie jest atak na pszczelarstwo. To początek potrzebnej rozmowy o odpowiedzialności za utrzymywane zwierzęta, wspólne zasoby i skutki prowadzonej działalności.


Źródła

  1. Marini L., Lanuza J.B. (2026), Honeybee dominance alters foraging of wild pollinators across Europe, „Communications Biology”.
  2. Lanuza J.B. i in. (2025), EuPPollNet: A European Database of Plant-Pollinator Networks, „Global Ecology and Biogeography”.
  3. Henry M., Rodet G. (2018), Controlling the impact of the managed honeybee on wild bees in protected areas, „Scientific Reports”.
  4. Torné-Noguera A. i in. (2016), Collateral effects of beekeeping: Impacts on pollen-nectar resources and wild bee communities, „Basic and Applied Ecology”.
  5. Elbgami T. i in. (2014), The effect of proximity to a honeybee apiary on bumblebee colony fitness, development, and performance, „Apidologie”.
  6. Meeus I. i in. (2021), Reduced nest development of reared Bombus terrestris within apiary dense human-modified landscapes, „Scientific Reports”.
  7. Pasquali L. i in. (2025), Island-wide removal of honeybees reveals exploitative trophic competition with strongly declining wild bee populations, „Current Biology”.
  8. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Solidago canadensis – nawłoć kanadyjska.