Pszczoła miodna a dzikie zapylacze korzystają z tych samych, ograniczonych zasobów nektaru i pyłku. Różnica polega na tym, że liczebność pszczoły miodnej w wielu miejscach zwiększa człowiek, ustawiając w krajobrazie pasieki liczące od kilku do nawet setek rodzin. Każda z nich może w szczycie sezonu składać się z dziesiątek tysięcy robotnic zbierających pokarm na obszarze wielu kilometrów kwadratowych.
Co dzieje się wtedy z dzikimi zapylaczami korzystającymi z tych samych kwiatów?
Opublikowane w sierpniu 2026 roku w czasopiśmie „Communications Biology” badanie „Honeybee dominance alters foraging of wild pollinators across Europe” przynosi jedną z najszerszych analiz tego zjawiska w skali kontynentu. Jego autorzy, Lorenzo Marini i Jose B. Lanuza, wykazali, że wraz ze wzrostem dominacji pszczoły miodnej dzikie zapylacze coraz rzadziej korzystają z tych samych roślin i zmieniają strukturę swojej diety.
Nie oznacza to, że nagle odkrywają więcej atrakcyjnych źródeł pokarmu. Wynik jest zgodny z mechanizmem, w którym liczniejszy i skuteczniejszy konkurent eksploatuje najbardziej opłacalne kwiaty, a pozostałe owady są wypychane w stronę zasobów alternatywnych.
Wyniki dotyczące relacji „pszczoła miodna a dzikie zapylacze” można streścić w siedmiu punktach:
Autorzy wykorzystali europejską bazę sieci interakcji roślina–zapylacz EuPPollNet. Sieć zapylania jest zapisem tego, jakie gatunki owadów odwiedzają poszczególne gatunki roślin i jak często dochodzi do tych kontaktów.
Po zastosowaniu kryteriów jakościowych w analizie znalazły się:
Badane owady podzielono na sześć grup: dzikie pszczoły, motyle, bzygowate, pozostałe muchówki, chrząszcze oraz błonkówki inne niż pszczoły. Dzięki temu można było sprawdzić, czy wszystkie grupy reagują na dominację pszczoły miodnej podobnie.
Naukowcy nie liczyli uli znajdujących się przy każdym stanowisku. Mierzyli dominację pszczoły miodnej jako jej udział we wszystkich zarejestrowanych wizytach owadów na kwiatach. To ważne rozróżnienie: praca pokazuje ekologiczne znaczenie dużej liczebności pszczoły miodnej, ale nie pozwala obliczyć uniwersalnej, bezpiecznej liczby rodzin na kilometr kwadratowy.
Pszczoła miodna jest wybitnym generalistą. W analizowanym zbiorze odwiedzała około 50% wszystkich gatunków roślin. Zaledwie 3,5% roślin odwiedzanych przez pszczołę miodną nie miało żadnych innych zarejestrowanych zapylaczy.
Oznacza to, że niemal cała jej baza pokarmowa była współdzielona z innymi owadami.
W przeciętnej sieci pszczoła miodna odpowiadała za 36% wizyt na kwiatach. Rozpiętość była jednak olbrzymia: od stanowisk, na których stanowiła mniej niż 1% obserwowanych zapylaczy, do miejsc, gdzie generowała 98% wszystkich kontaktów z roślinami.
Sama obecność pszczoły miodnej nie przesądza więc jeszcze o wystąpieniu problemu. Kluczowa jest jej dominacja. Jedna rodzina w krajobrazie obfitującym w kwiaty stwarza inną presję niż kilkadziesiąt uli ustawionych przy ubogim siedlisku albo na granicy obszaru chronionego.
Jednym z wyników badania było zmniejszenie specjalizacji pokarmowej dzikich zapylaczy. Wraz ze wzrostem dominacji pszczoły miodnej zaczynały one odwiedzać szerszy zestaw roślin.
Na pierwszy rzut oka może to brzmieć korzystnie. Bardziej urozmaicona dieta kojarzy się przecież z większą dostępnością pokarmu. W ekologii żerowania znaczenie zależy jednak od przyczyny tej zmiany.
Jeżeli zasoby są obfite, zwierzę może koncentrować się na najbardziej opłacalnych roślinach: takich, które dostarczają dużo nektaru lub wartościowego pyłku przy niewielkim koszcie poszukiwania i obsługi kwiatu. Jeżeli atrakcyjny zasób zostaje uszczuplony przez liczniejszego konkurenta, słabszy konkurent musi rozszerzyć dietę, korzystać z mniej preferowanych roślin albo poświęcać więcej czasu na znalezienie odpowiedniego pokarmu.
Autorzy wskazują, że właśnie unikanie konkurencji jest najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem zaobserwowanego wzorca. Dzikie zapylacze rzadziej korzystały z roślin intensywnie odwiedzanych przez pszczołę miodną, a jednocześnie stawały się bardziej generalistyczne.
Nie można jednak wykluczyć, że w części przypadków mniejsza zbieżność wynikała z naturalnego podziału nisz. Niektóre gatunki nawet bez silnej konkurencji wybierają inne kwiaty ze względu na długość języczka, wielkość ciała, budowę kwiatu albo porę aktywności. Dlatego autorzy mówią o wzorcu zgodnym z wypieraniem i unikaniem, a nie o bezpośrednim dowodzie szkody u każdego badanego gatunku.
Wynik szczególnie ważny dla praktyki ochrony przyrody dotyczy różnorodności roślin. Bogatsza flora dawała dzikim zapylaczom więcej możliwości żerowania, ale nie neutralizowała zmian związanych z wysoką dominacją pszczoły miodnej.
Nie oznacza to, że tworzenie i odtwarzanie siedlisk kwietnych jest bezcelowe. Przeciwnie, niedobór kwiatów pozostaje jednym z najważniejszych zagrożeń dla owadów. Badanie pokazuje jednak, że zwiększanie bazy pokarmowej nie może być jedyną odpowiedzią na stale rosnącą liczbę uli.
Jeżeli do siedliska wprowadzamy kolejne rodziny pszczele, zwiększamy równocześnie liczbę konsumentów. Dosiewanie kwiatów może poprawiać sytuację, ale nie daje licencji na nieograniczone zwiększanie obsady pasiek. W pewnym momencie dodatkowy pożytek zostanie przejęty głównie przez dodatkowe pszczoły miodne, a presja na dzikie owady pozostanie.
Liczy się zresztą nie tylko liczba gatunków roślin, lecz także ich obfitość, ciągłość kwitnienia i wartość odżywcza pyłku oraz nektaru. Tych parametrów nowe badanie nie mogło w pełni uwzględnić, ponieważ baza nie zawierała porównywalnych danych o liczebności roślin we wszystkich sieciach.
Reakcje poszczególnych grup nie były identyczne. Autorzy uznali dzikie pszczoły i motyle za grupy szczególnie wrażliwe: wyraźnie rozszerzały dietę, lecz nie były w stanie równie skutecznie ograniczyć kontaktu z zasobami wykorzystywanymi przez pszczołę miodną. Warto przy tym pamiętać, że pszczoła miodna nie jest jedynym zapylaczem łąk, a rzadsze gatunki mogą być niezastąpione dla konkretnych roślin.
Wyniki innych badań wskazują, że silna konkurencja może dotykać zwłaszcza:
W badaniu przeprowadzonym na śródziemnomorskich murawach duże dzikie pszczoły, między innymi z rodzajów Bombus, Anthophora i Xylocopa, były spotykane dalej od pasiek. Autorzy tłumaczyli to ich większym zapotrzebowaniem energetycznym oraz zdolnością do opuszczenia silnie eksploatowanego obszaru. Mniejsza liczba dużych pszczół blisko uli nie musi więc oznaczać natychmiastowej śmierci owadów. Może oznaczać wypchnięcie ich na dalsze, potencjalnie gorsze żerowiska.
Pszczoły miodne zazwyczaj nie atakują dzikich pszczół na kwiatach. Najważniejszym mechanizmem jest konkurencja eksploatacyjna. Jeden gatunek zużywa zasób, zanim skorzystają z niego pozostałe.
Rodzina pszczela ma pod tym względem wyjątkową przewagę:
Kwiat może wyglądać na dostępny, a mimo to zawierać niewiele nektaru lub pyłku, ponieważ wcześniej odwiedziły go setki robotnic. Dzikie owady ponoszą wówczas koszt poszukiwania, przelotów i obsługi pustych albo częściowo opróżnionych kwiatów.
Autorzy nowej pracy wskazują również na możliwość unikania zapachu lub innych śladów obecności pszczół miodnych. Niezależnie od dokładnego mechanizmu skutek przestrzenny może być podobny: dzikie zapylacze zmieniają wykorzystywane rośliny.
Duża skala analizy jest jej siłą, ale narzuca także ograniczenia. Z pracy nie wynika, że:
Analizowane sieci były przede wszystkim obrazem interakcji w określonym miejscu i czasie. Autorzy nie śledzili losów konkretnych populacji przez wiele pokoleń i nie mierzyli liczby wyprodukowanych samic, masy potomstwa ani przeżywalności gniazd.
Praca wykazuje natomiast rozległy, powtarzalny związek: im większa dominacja pszczoły miodnej, tym bardziej zmienia się sposób korzystania z roślin przez pozostałe zapylacze. Dalsze znaczenie tego mechanizmu trzeba oceniać na podstawie eksperymentów terenowych i badań kondycji populacji.
Nowa analiza nie pojawia się w naukowej próżni. Jej wyniki są zgodne z szeregiem badań, w których mierzono dostępność pokarmu, rozmieszczenie dzikich pszczół albo rozwój ich gniazd.
W chronionych zaroślach rozmarynowych na południu Francji Mickaël Henry i Guy Rodet badali obszar, na który w okresie kwitnienia przywożono do 830 rodzin pszczelich. Zagęszczenie przekraczało 14 rodzin na kilometr kwadratowy.
W pobliżu pasiek odnotowano:
Co ważne, konkurencja była widoczna również między samymi rodzinami pszczoły miodnej. Przy wysokiej obsadzie także one zbierały mniej nektaru i pyłku. Oznaczało to, że lokalna pojemność pokarmowa siedliska została przekroczona. Pełny tekst badania.
W Parku Naturalnym Garraf w Hiszpanii przy zagęszczeniu około 3,5 ula na kilometr kwadratowy stwierdzono niższą biomasę dzikich pszczół w pobliżu pasiek. Za różnicę odpowiadała przede wszystkim mniejsza liczebność dużych gatunków. Badanie Torné-Noguera i in..
Nie są to wartości, które można automatycznie przenieść do Polski. Pokazują jednak, że pojemność pokarmowa jest cechą konkretnego miejsca i sezonu, a nie abstrakcyjnym, niewyczerpanym zasobem.
W badaniu nad trzmielem ziemnym (Bombus terrestris) rodziny ustawione blisko dużej pasieki przybierały mniej na wadze oraz produkowały mniej i mniejsze młode królowe niż rodziny umieszczone dalej. Autorzy ostrożnie podkreślali, że porównanie obejmowało dwa stanowiska, ale wynik powtórzył się w dwóch sezonach. Badanie Elbgami i in..
Podobny kierunek wykazała praca z Flandrii. Gniazda trzmieli rozwijały się słabiej w krajobrazach o większym zagęszczeniu pasiek, szczególnie na terenach miejskich. Badanie Meeus i in..
Te doświadczenia pokazują, dlaczego sama zmiana odwiedzanych roślin może mieć znaczenie. Jeżeli zdobycie odpowiedniej ilości pokarmu wymaga dłuższych lotów albo korzystania z mniej opłacalnych źródeł, mniej energii pozostaje na rozwój rodziny i produkcję przyszłych królowych.
Szczególnie czytelnych danych dostarczyło badanie na włoskiej wyspie Giannutri, opublikowane w 2025 roku w „Current Biology”. Na niewielkiej, izolowanej wyspie znajdowało się 18 uli. Badacze okresowo zamykali ich wyloty na 11 godzin, praktycznie wyłączając w tych dniach pszczoły miodne z konkurencji.
Po czasowym wyłączeniu pasieki:
Równolegle, w latach 2021–2024, liczebność miejscowej porobnicy Anthophora dispar spadła o 77%, a trzmiela ziemnego o 87%. Część eksperymentalna bezpośrednio wykazała uszczuplanie zasobów przez pszczoły miodne. Wieloletni spadek populacji był z tym mechanizmem zgodny, choć pozostawał obserwacją obejmującą tylko dwa gatunki w wyjątkowym, wyspowym ekosystemie. Badanie Pasquali i in..
Nowe badanie europejskie nie dotyczyło nawłoci i nie testowało skutków jej usuwania. Nie można zatem przedstawiać go jako bezpośredniego dowodu, że wykoszenie konkretnego łanu nawłoci poprawi sytuację dzikich pszczół.
Praca potwierdza jednak zasadę kluczową dla tej dyskusji: nektar i pyłek są ograniczonymi zasobami współdzielonymi przez wiele gatunków. Zwiększenie liczby rodzin pszczelich zmienia sposób korzystania z tych zasobów przez pozostałe zapylacze.
Nawłoć kanadyjska rzeczywiście dostarcza późnego pożytku. Nie zmienia to jednak faktu, że inwazyjne gatunki obce na łąkach wypierają rodzime rośliny i przekształcają całe siedliska. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska opisuje nawłoć kanadyjską jako gatunek tworzący zwarte płaty, hamujący kiełkowanie i wzrost rodzimych roślin oraz zmniejszający różnorodność flory. Jej miododajność nie unieważnia tych skutków.
Bronienie inwazyjnej rośliny dlatego, że jest bezpłatnym źródłem pokarmu dla prywatnych pasiek, odwraca kolejność odpowiedzialności. Ochrona ekosystemu nie może polegać na utrzymywaniu gatunku wypierającego rodzimą roślinność po to, aby zwiększyć produkcję jednego hodowlanego zapylacza.
Polskie przepisy zaliczają pszczołę miodną do zwierząt gospodarskich. W praktyce jej żywienie opiera się jednak przede wszystkim na nektarze i pyłku pobieranym z pól, lasów, łąk, parków, rezerwatów oraz prywatnych ogrodów znajdujących się w zasięgu lotu robotnic.
To model przypominający wypas, lecz z zasadniczą różnicą. Właściciel bydła lub owiec musi dysponować pastwiskiem albo uzyskać prawo do korzystania z niego. Pszczoły przekraczają granice działek, a pszczelarz nie musi posiadać ani kontraktować powierzchni zapewniającej ustawionym rodzinom odpowiednią ilość pożytku.
Pszczoły są prywatne, podobnie jak pozyskiwany z nich miód. Pokarm pochodzi natomiast ze wspólnych i cudzych zasobów. Dopóki kwiatów jest dużo, a uli niewiele, ten model może nie powodować widocznego konfliktu. Problem zaczyna się wtedy, gdy liczba rodzin przestaje odpowiadać pojemności pokarmowej terenu.
Nie chodzi o karmienie pszczół przez cały sezon syropem cukrowym. Pszczoła miodna potrzebuje naturalnego, różnorodnego pokarmu kwiatowego. Odpowiedzialność pszczelarza może jednak polegać na zapewnieniu dostępu do odpowiedniej bazy pożytkowej, podobnie jak właściciel zwierząt wypasanych odpowiada za dostęp do pastwiska.
W praktyce warto rozpocząć dyskusję o takich rozwiązaniach jak:
Nie istnieje jeden prosty przelicznik, który zadziała na miejskim skwerze, wielkopowierzchniowej uprawie rzepaku i cennej murawie. Odpowiedzialność powinna być dopasowana do miejsca. Brak uniwersalnej liczby nie oznacza jednak, że problemu nie da się regulować.
Pszczoła miodna jest ważna dla rolnictwa, ma ogromne znaczenie kulturowe i gospodarcze, a pszczelarstwo jest częścią europejskiej historii. Konflikt pojawia się dopiero wtedy, gdy zwierzę gospodarskie przedstawia się jako uniwersalne narzędzie ochrony bioróżnorodności albo gdy interes produkcji pasiecznej zaczyna wyznaczać sposób zarządzania siedliskiem przyrodniczym. Takie pozorne działania na rzecz przyrody opisywaliśmy już jako beewashing.
Autorzy badania z 2026 roku nie postulują likwidacji pasiek. Wskazują na potrzebę ustalania minimalnej liczby uli koniecznej do zapewnienia zapylania upraw, zamiast automatycznego zwiększania ich obsady, oraz szukania strategii godzących pszczelarstwo z ochroną dzikich zapylaczy.
W przypadku pasiek nastawionych wyłącznie na produkcję miodu pytanie powinno być jeszcze prostsze: czy zasoby środowiska rzeczywiście pozwalają na utrzymanie planowanej liczby rodzin bez nadmiernej presji na pozostałe owady?
Relacja „pszczoła miodna a dzikie zapylacze” nie sprowadza się do prostego stwierdzenia, że każda rodzina pszczela szkodzi innym owadom. Najnowsze badanie daje jednak mocne podstawy do odrzucenia założenia, że liczba uli jest dla ekosystemu obojętna.
Gdy pszczoła miodna dominuje, pozostałe zapylacze zmieniają sposób żerowania. Eksperymenty terenowe pokazują, że przy silnej presji może się to wiązać z mniejszą dostępnością pokarmu, wypieraniem dzikich pszczół, słabszym rozwojem gniazd i ograniczeniem rozrodu.
Dlatego zamiast pytać, ile inwazyjnej nawłoci należy pozostawić, aby wykarmić wszystkie ustawione w okolicy ule, powinniśmy pytać:
Ile rodzin pszczelich może utrzymać dane siedlisko bez szkody dla dzikich zapylaczy i kto powinien odpowiadać za zapewnienie im bazy pokarmowej?
To nie jest atak na pszczelarstwo. To początek potrzebnej rozmowy o odpowiedzialności za utrzymywane zwierzęta, wspólne zasoby i skutki prowadzonej działalności.