Światowy kryzys zapyleń przebił się już kilka lat temu do świadomości wielu ludzi, w tym rządów i samorządów, kierownictwa koncernów oraz dziennikarzy naukowych. Nigdy dość artykułów i wpisów uwrażliwiających na ten problem! I wskazujących kroki, warte podjęcia!

Niestety czasem popularyzacja bardziej szkodzi, niż pomaga. Szkodzi wtedy, gdy pod pozorem przekazywania rzetelnej wiedzy w łatwo strawnej formie wprowadza się błędy i przekłamania autorów tekstu. Niechlubnym przykładem takiego niechlujstwa przy popularyzacji ochrony środowiska i nauk przyrodniczych okazała się: https://zielona.interia.pl/przyroda/news-kto-zapyla-laki-nie-tylko-pszczoly,nId,5982804#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome.

Wykonana na podstawie oryginalnej pracy: Simpson DT, Weinman LR, Genung MA, Roswell M, MacLeod M, Winfree R. 2022 Many bee species, including rare species, are important for function of entire plant–pollinator networks. Proc. R. Soc. B 289: 20212689. https://doi.org/10.1098/rspb.2021.2689 z małą pomocą translatorów, gdyż angielski i polski są najwyraźniej równie mało znane autor(k)om tego artykułu jak biologia i rolnictwo.


Autor(ka?rzy?) wpisu pominęli okoliczność, że oryginalne badania wykonał cały zespół naukowców z kilku ośrodków, nie tylko uniwersytetu w Marylandzie, lecz także prywatnej firmy farmaceutycznej BioMarinPharmaceuticals Inc. (Kalifornia) oraz dwu innych uczelni stanowych (w New Jersey oraz Luizjanie). Nie podkreślono, że dobre badania udało się wykonać na stosunkowo słabych wszechnicach stanowych, ani tego, że uczestniczyli w nich studenci przed obronami dyplomów (stąd afiliacja: Graduate Program in Ecology and Evolution u D. Simpsona).

A przecież byłoby to bardzo inspirujące dla studentów i młodych naukowców z innych krajów, w tym Polski.
Niepojęte jest użycie cudzysłowu i to niejednolitego (świadczącego o lenistwie korekty) “ ” przy wyrazie zapylaczy. Rzeczownik zapylacz (ang. pollinator) od dekad funkcjonuje w języku fachowym, a od kilku lat zyskuje na popularności również w potocznej polszczyźnie.

Zapylaczem jest każdy czynnik dokonujący w miarę skutecznie zapylenia:

  • wiatr w przypadku roślin owadopylnych jak leszczyna i trawy;
  • woda w przypadku niektórych roślin kwitnących pod wodą;
  • owady u roślin owadopylnych;
  • ptaki u roślin ptakopylnych.


Terminu „zapylacz” używa się w języku naukowym dla odróżnienia czynników, zwykle owadów lub ptaków, faktycznie przyczyniających się do zapylenia, a w konsekwencji do zawiązania owoców, od innych gatunków uwijających się na kwiatach lub kwiatostanach. Te pozostałe gatunki, zwane „gośćmi kwiatowymi” mogą albo rabować pyłek i nektar bez zapylania, albo polować na zapylaczy.


Kolejne błędy przy popularyzacji wyników Roswella i spółki na Interii to:

  • pomyłka w liczbie powierzchni badawczych (wg Interii 10, gdy naprawdę było ich 11 czyli 10 naturalnych i półnaturalnych plus jedenaste kontrolne na uczelni);
  • pomyłki w liczbie analizowanych gatunków roślin oraz gatunków pszczołowatych. Interia podała 180 owadzich zapylaczy dla 130 gatunków roślin, gdy w oryginalnej pracy mówiono o 70 gatunkach roślin oraz o 173 gatunkach pszczołowatych (trzmieli i samotnic);
  • mało precyzyjne tłumaczenie autorów, prowadzące do zdań jawnie sprzecznych z wiedzą naukową i/lub absurdalnych.

Przyjrzyjmy się bliżej rzekomym wnioskom Roswella: “Typowa pszczoła przelatuje kilka kilometrów kwadratowych, co jest naprawdę dużym i skomplikowanym krajobrazem wypełnionym wieloma różnymi rodzajami roślin” mówi Roswell. “W tej większa różnorodność zapylaczy zapewne staje się jeszcze ważniejsza”. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, kiedy tu mowa o pszczole miodnej? A kiedy o samotnicach? Czy same „kilometry kwadratowe” to naprawdę to samo co „krajobraz” albo „ekosystem”? Od biedy domyślamy się, że w ostatnim zdaniu zabrakło wyrazu „skali”. Za co jednak brali wynagrodzenie autorzy wpisu, a potem korekta na Interii?


Osobnym problemem jest zachwyt popularyzatorów nad pracą, która wprawdzie ukazała się w prestiżowym czasopiśmie Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences, ale z perspektywy ekologów roślin i owadów nie wnosi jakiejś szczególnie nowej ani wartościowej dla praktyków wiedzy mimo szumnych stwierdzeń samych jej autorów we Wstępie i Wnioskach.


„Odkrycie” kluczowej roli gatunków rzadkich dla wydajnego zapylania niektórych gatunków roślin to klasyczny przykład „wyważania otwartych drzwi” albo „wynajdywania koła po raz drugi”. Od dekad wiadomo przecież, iż niektóre gatunki owadów, w tym pszczół samotnych zapylają wyłącznie przedstawicieli jednego rodzaju albo nawet tylko jednego gatunku roślin. Przykładowo Hoplitis anthocopoides trzyma się wyłącznie żmijowca zwyczajnego, czasem tylko próbuje ratować się przed śmiercią głodową żerując na farbownikach. Znowuż Melitta trincta odwiedza jedynie zagorzałka późnego. Jedynym zapylaczem, a nie tylko gościem kwiatowym dla figowca pospolitego (figi karyjskiej) będzie blastofaga figowca Blastophaga psenes. Takich „odkryć naukowych” dokonuje się studiując Wikipedię albo chodząc na wykłady dla pierwszych lat, nie trzeba marnować pieniędzy podatników ani mocy obliczeniowej uczelnianych komputerów na ich dokonywanie.