Pszczoła murarka

Beewashing to pojęcie, które coraz mocniej widać na scenie działań wielu podmiotów. Ponad 10 lat temu w Polsce zaczęto zakładać miejskie pasieki. Pierwsze z nich pojawiały się głównie ze względu na chęć posiadania własnego miodu oraz zamiar wspierania, czy ratowania pszczół przed wyginięciem. Wydawałoby się, że po 10 latach rozwoju pszczelarstwa miejskiego, jako społeczeństwo zaczniemy zwracać uwagę, że co za dużo to niezdrowo, a moda, która wyrwie się spod kontroli, zacznie być szkodliwa. Niestety tak się nie stało i działania marketingowe są często ważniejsze niż dobro pszczół. Obecnie jeden z największych graczy na rynku pszczelarstwa miejskiego chwali się, że przez ostatnie lata działalności postawił 165 uli (jedna rodzina pszczela to ok. 20 – 60 tys. pszczół) w samej Warszawie, oraz 120 pasiek w 40 innych miastach.



Nie każda pszczoła mieszka w ulu

Warto na początku tekstu usystematyzować, że pszczoła miodna, ta mieszkająca w ulach i barciach, to jeden z ok. 480 gatunków pszczół występujących w Polsce i jeden z 20 000 gatunków pszczół występujących na świecie. Znaczna większość gatunków pszczół nie gniazduje w ulach, lecz buduje gniazda w ziemi, w martwym drewnie, suchych łodygach roślin.

Beewanshing w miastach


Beewashing – zwiększanie rodzin pszczoły miodnej

Populacja pszczół miodnych ani w Polsce, ani na świecie nie maleje. Dzięki analizom prowadzonym przez międzynarodowy zespół naukowców wiemy, że od 1961 r. liczba rodzin pszczelich globalnie wzrosła aż o 85%. Autorzy analizy zwracają uwagę, że taki wzrost liczby rodzin pszczelich spowodowany jest głównie tym, że pszczoła miodna, jako gatunek hodowlany, ma stałe wsparcie pszczelarzy i hodowana jest dla zysku. Gdy pszczoły miodne są chore, pszczelarz je leczy, natomiast gdy brakuje im pożywienia, to są dokarmiane. Naukowcy w swojej analizie zwracają uwagę, że tak duży wzrost liczby rodzin pszczelich bez wątpienia ma negatywny wpływ na dziko żyjące pszczoły. Pszczoły dzikie niestety nie mają takiego wsparcia i sztabu PRowców jak pszczoły miodne. Z tego właśnie powodu dzikich pszczół (w tym pszczół samotnic) stale ubywa. Jedyny podgatunek pszczoły miodnej (Apis mellifera mellifera), zagrożony w naszym kraju wyginięciem, jako gatunek agresywny i wykazujący skłonności do rójki, jest mało atrakcyjny w hodowli dla pszczelarzy.


Szóste masowe wymieranie gatunków dotyka również dzikie pszczoły


Według badań, w ciągu zaledwie 27 lat ilość owadów w Niemczech spadła o ok. 77%. Wśród tych owadów są również dzikie pszczoły. Natomiast w naszym kraju szacuje się, że ok. 222 gatunki pszczół, to pszczoły rzadkie lub zagrożone wyginięciem. Głównym zagrożeniem dla dzikich pszczół jest niszczenie ich siedlisk, w tym zabudowa miejsc, w których gniazdują oraz zaorywanie miedz, chemiczne opryski oraz brak pokarmu wynikający m.in. z konkurencji o pokarm z pszczołą miodną.

Miasta ostoje dzikich pszczół

Od czasu kiedy rolnictwo zaczęło się zmieniać w kierunku “jak najwięcej, jak najwydajniej – nieważne jakim kosztem” zaczęto obserwować spadek ilości dzikich pszczół na terenach wiejskich. Wielkie obszary monokultur, zabiegi chemiczne oraz brak bogatych w gatunki łąk, powoduje, że wieś staje się nieprzyjaznym miejscem do życia dla jakichkolwiek owadów. W miastach jest odwrotnie. Nie ma tam mowy o monokulturach, ponieważ nawet trawniki, mimo że są często koszone, potrafią być bogate w gatunki roślin, z których korzystają pszczoły. Co więcej, z chemicznych oprysków rezygnuje coraz więcej miast. Dzięki powyższym działaniom miasta stały się bardziej przyjazne do życia dla owadów. Niestety wprowadzenie pszczół miodnych do miast bez wątpienia skomplikowało życie dzikich pszczół.

Beewashing zamiast wsparcia dzikich pszczół


Miejscy pszczelarze – miłośnicy pszczół czy biznesmeni? Przykład z Poznania

Mając świadomość powyższych informacji, można dojść do wniosku, że stawianie pasiek w celu ratowania pszczół nie ma sensu, co więcej — takie działanie jest potencjalnie szkodliwe. Większość firm zajmujących się stawianiem pasiek zdaje sobie sprawę z tego, że ich działalność nie wspiera i nie ratuje żadnych pszczół. Można wywnioskować, że dla nich pszczoły to tylko biznes. Doskonale widać to po ilości miejskich pasiek, które jak grzyby po deszczu pojawiają się w przestrzeni miejskiej. Według danych Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Poznaniu, 232 pasieki zarejestrowane są w mieście Poznań (stan na dzień 02.06.2022 r.). Niestety okazuje się, że tylko część istniejących pasiek znajduje się w rejestrze PIW. Miejscy pszczelarze nie rejestrują wszystkich swoich pasiek, prawdopodobnie dlatego, aby nie wykazywać przepszczelenia, czyli zbytniego zagęszczenia rodzin pszczelich na danym obszarze.



Miejskie pszczoły miodne są dokarmiane, gdy te dzikie umierają z głodu


Średnio trzy ule przypadają na jedną pasiekę, czyli według oficjalnych danych w Poznaniu mamy ok. 700 uli. Przyjmuje się, że na jeden ul w sezonie wegetacyjnym powinno przypadać ok. 2,5 km2 różnorodnego pożytku. Zatem, aby wykarmić tylko pszczoły miodne, które zostały zarejestrowane, potrzebnych jest w Poznaniu 1 750 km2 różnorodnych pożytków pszczelich. Niestety nie jest możliwe, aby spełnić ten warunek, ponieważ powierzchnia Poznania to 261,8 km². A co z innymi zapylaczami w tym dzikimi pszczołami? Umierają z głodu.



Konkurencja o pokarm i przenoszenie patogenów chorobotwórczych jako główne przyczyny ograniczenia liczebności dzikich pszczół związane z obecnością pszczoły miodnej


Należy zdać sobie sprawę z tego, że często te same choroby, które atakują pszczołę miodną, potrafią również zaszkodzić dzikim pszczołom. Dzikie pszczoły zarażają się od swoich hodowlanych kuzynek poprzez bezpośredni kontakt w czasie zbierania pyłku i nektaru z kwiatów. Pszczoły miodne, jako tzw. pszczoły generalistki (zbierają pokarm z wielu gatunków kwiatów), potrafią skutecznie konkurować z dzikimi pszczołami o pokarm. Tu warto wspomnieć, że pszczoła miodna lata w odległości ok. 4 km od ula, natomiast dzikie pszczoły trzymają się bardzo blisko swoich gniazd i latają na odległość ok. kilkuset metrów (dużo zależy od wielkości pszczoły – im mniejsza, tym odległość jest mniejsza). Można sobie wyobrazić jak pszczoły miodne “rabują” pokarm z jednego obszaru i przenoszą się w inne miejsce, pozostawiając dzikie pszczoły na pewną śmierć głodową. Problem dotyczy głównie tzw. pszczół specjalistek, które związane są dosłownie z jednym lub kilkoma gatunkami roślin. Jeśli zabraknie pyłku czy nektaru danej rośliny, to pszczoła specjalistka umiera z głodu lub jej potomstwo nie ma wystarczająco dużo zapasu pożywienia, aby rozwinąć się w odpowiedni sposób. Przykładem pszczoły specjalistki jest murarka nakamionka, która korzysta jedynie ze żmijowca. Nie ma żmijowca na danym obszarze, to nie będzie murarki nakamionki. Warto pamiętać, że im dalej samica dzikiej pszczoły będzie musiała polecieć po pokarm, tym wydatek energetyczny jest dla niej większy, co z biologicznego punktu widzenia nie jest dla niej korzystne. Przy okazji pojawia się ryzyko śmiertelności spowodowanej drapieżnikami. Niedawno pojawiły się kolejne badania dotyczące wpływu pszczoły miodnej na dzikie pszczoły, podsumowane w następujący sposób „Taken together, the evidence increasingly suggests that managed and introduced bees negatively affect wild bees, and this knowledge should inform actions to prevent further harm to native ecosystems.”

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2666515822000154?via%3Dihub&fbclid=IwAR0lQvNJsFxZ2ssX1XtMDs0suNNVBN9Od7i2RG58LjO9uxjnblkj2Z4lkTM




Szkodliwy plaster na ludzkie sumienia
Stawianie pasiek w celu ratowania pszczół ma jeszcze jeden szkodliwy wymiar. Gdy inwestor postawi pasiekę, to wydaje się mu że zrobił wszystko co mógł najlepsze w celu ratowaniu pszczół i innych owadów zapylających. Takie myślenie można porównać do stawiania wolier z kurczakami w celu ratowania bielików, głuszców czy ślepowronów. Jednak nikt w celu ratowania zagrożonych gatunków ptaków nie inwestuje w kurczaki z prostego powodu – jest to głupie i nielogiczne. W przypadku stawiania pasiek, jako formy ratowania pszczół, to jednak działa i mało kto uważa że jest to nielogiczne. Dla wielu powyższe porównanie nie ma sensu, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że pszczoła miodna, tak samo jak kurczaki, krowy czy świnie, jest  gatunkiem hodowlanym, a pszczelarstwo to gałąź rolnictwa.


Miejskie pasieki jako forma edukacji?


W przeciągu ostatnich lat pszczelarze miejscy oraz osoby, które z ich usług korzystają, zaczęły zmieniać narrację dotyczącą powodu stawiania miejskich pasiek. Już nie twierdzą oni, że stawiając pasieki, ratują pszczoły przed zagładą. Teraz pasieki, postawione na niedostępnych dla przeciętnego śmiertelnika dachach biurowców, pełnią rolę edukacyjną. 232 zarejestrowane pasieki, a w nich ok. 700 uli w samym Poznaniu. To ponad dwa razy więcej niż wszystkich szkół podstawowych, gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych i policealnych w Poznaniu. Tu warto wspomnieć, że według danych Inspekcji Weterynaryjnej w kraju w 2020 roku było około 1,77 mln rodzin pszczelich, to o 5,2% więcej niż w roku poprzednim. Pytanie, ile jeszcze musi powstać pasiek, w tym edukacyjnych, aby ludzie byli wystarczająco wyedukowani, niestety pozostaje wciąż bez odpowiedzi.

„Kiedy wyginie pszczoła, rodzajowi ludzkiemu pozostaną już tylko 4 lata” – nie powiedział nigdy Albert Einstein


Wydaje się, że większość osób zainteresowanych środowiskiem naturalnym zetknęło się z tym słynnym cytatem, który niesłusznie przypisywany jest Albertowi Einsteinowi. Vincent Valk, dziennikarz magazynu „Gelf”, przeprowadził śledztwo, z którego wynika, że cytat pojawił się w amerykańskiej prasie dopiero w 1994 roku i szybko został rozpowszechniony w związku z pogłębiającym się w USA zjawiskiem CCD (nagłego masowego opuszczenia ula przez pszczoły; w Polsce nieodnotowany). Z czasem okazało się, że cytat nie tylko jest zmyślony, ale nie przedstawia on w żadnym stopniu prawdy, ponieważ podstawą naszej diety są zboża wiatropylne czy gatunki rozmnażające się wegetatywnie.

 
Wspierać i ratować pszczoły należy w sposób przemyślany i odpowiedzialny

Najważniejsze w ratowaniu pszczół jest dbanie o istniejące siedliska, ponieważ to właśnie utrata siedlisk jest główną przyczyną wymierania nie tylko pszczół, ale większości gatunków roślin i zwierząt. Dlatego warto włączać się w każdą inicjatywę, której celem jest ochrona istniejących siedlisk zagrożonych i rzadkich gatunków. To co może zrobić każdy z nas, to zwiększać bazę pokarmową dzikich zapylaczy poprzez sadzenie i sianie rodzimych roślin nektaro- oraz pyłkodajnych kwitnących od wczesnej wiosny do później jesieni. Sadzenie tzw. “roślin miododajnych” nie sprawdzi się w przypadku większości dzikich pszczół, ponieważ nie produkują one miodu. Bardzo często te “miododajne rośliny” to gatunki obce i inwazyjne, z których pszczoły specjalistki nie mają żadnego pożytku. Namawianie ludzi do sadzenia roślin miododajnych oraz sadzenie takich roślin w kontekście ratowania pszczół również jest przejawem beewashingu. Ciekawą formą wspierania pszczół jest tworzenie dla nich przyjaznych miejsc. np. pozostawianie odsłoniętej ziemi, stert kamieni, martwego drewna czy suchych łodyg roślin. 


Beewashing – dlaczego dajemy się nabrać?


Dziś, po ponad 10 latach od postawienia pierwszych miejskich pasiek, dysponujemy badaniami i opracowaniami naukowymi, które mówią wprost, że miejskie pasieki są potencjalnie szkodliwe dla pszczół miodnych i dzikich pszczół. Dlaczego jako społeczeństwo dajemy się nabrać na takie działania marketingowe? Ponieważ brakuje rzetelnej edukacji i nikt nie ma interesu w tym, aby mówić, jak wygląda rzeczywistość, tym samym narażając się osobom, które w beewashingu mają swój interes.

Beewashing – budowanie zielonego wizerunku (firmy, instytucji, osoby prywatnej) za pomocą działań związanych z pszczołami i kosztem pszczół lub środowiska naturalnego.

Prowadzący konferencję Co z tą łąką

Targi Gardenia 2022 za nami. Konferencja zorganizowana przez Fundację Kwietną „Co z tą łąką?” przeszła do historii. To ważne wydarzenie i pierwsze takie w historii miejskich łąk kwietnych zorganizowane przez naszą fundację. Trwająca cztery godziny konferencja miała na celu podsumowanie ostatnich lat rozwoju idei tworzenia łąk kwietnych na terenach zurbanizowanych oraz zastanowienie się, jaki powinien zostać obrany dalszy kierunek rozwoju tej inicjatywy.

Konferencja Targi Poznań 2022
Konferencja „Co z tą łąką” podczas Targów Gardenia 2022



Konferencja została podzielona na dwie części. W pierwszej można było wysłuchać prelekcji zaproszonych prelegentów oraz prelegentek. Druga część poświęcona była debacie i dyskusji dotyczących przeszłości i przyszłości łąk kwietnych.

Karol Podyma podczas Targów Gardenia 2022 o konieczności wypracowania nowego standardu



Pierwszym prelegentem konferencji był Karol Podyma, założyciel firmy Łąki Kwietne. W swoim wystąpieniu przybliżył on historię łąk kwietnych, którą zapoczątkował w 2014 roku odtwarzaniem nadwiślańskich zalewowych łąk. Opowiedział również o wybranych realizacjach na terenie takich miast jak Kraków, Szczecin, Warszawa, Wrocław, Katowice, Gdańsk, Siedlce, Radom czy Gliwice. Bardzo istotnym punktem w wystąpieniu Karola Podymy było zwrócenie uwagi na potrzebę konieczność wykonywania łąk złożonych jedynie z gatunków roślin rodzimych i trwale zadomowionych. Prelegent zaznaczył również że należy doceniać spontaniczne łąki kwietne występujące na terenach miejskich. Poruszona była również potrzeba wypracowania nowego standardu wykonywania łąk kwietnych.

Justyna Kierat o dzikich zapylaczach

Justyna Kierat opowiada o dzikich zapylaczach

Kolejną prelegentką była dr Justyna Kierat, naukowczyni i propagatorka wiedzy o dzikich pszczołach. Jej prelekcja dotyczyła różnorodności pszczół oraz wybranych czynników wpływających na ich liczebność i różnorodność. Prelegentka w pierwszej kolejności przybliżyła informacje, kim są zapylacze. Omówiła poszczególnych grupy pszczół ze względu na preferencje pokarmowe. Naukowczyni zwróciła uwagę, że istotne we wspieraniu pszczół i innych zapylaczy jest zapewnienie bogatej bazy pokarmowej przystosowanej do różnych grup zapylaczy. Justyna Kierat podjęła również temat zagrożeń, na które narażone są dzikie pszczoły w miastach. Wymieniała tu opryski oraz brak pokarmu często wynikający z konkurencji ze strony pszczoły miodnej hodowanej w miejskich pasiekach.

Sławomir Sendzielski prelegentem konferencji podczas Targów Gardenia 2022


Trzecią prelekcję konferencji Fundacji Kwietnej podczas Targów Gardenia 2022 prowadził Sławomir Sendzielski. Jest on ogrodnikiem oraz współautorem “Standardów utrzymania terenów zieleni w miastach” przygotowanych dla Krakowa i Wrocławia przez Fundację Sendzimira. Prelekcja dotyczyła głównie świadomego gospodarowania terenami zielonymi. Prelegent szczególną uwagę zwracał na wartości przyrodnicze, jakie płyną z łąk w miastach w kontekście zieleni buforowej i ekotonów. Sławomir Sendzielski w czasie swojej wypowiedzi wskazywał przyrodniczą rolę miejskich nieużytków. Prelegent zaznaczył również, że istotne jest odpowiednie zakładanie oraz pielęgnowanie terenów zielonych w tym łąk. Wyróżnił nacisk na potrzebę kontroli i usuwania roślin inwazyjnych.



Druga część konferencji była poświęcona na debatę moderowaną przez Roberta Gorczyńskiego, redaktora prowadzącego miesięcznik „Zieleń Miejska”. Gośćmi debaty byli: Aleksandra Sztuka-Tulińska z Urzędu Miasta w Łodzi, Joanna Karweta z bytomskiego Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów, Łukasz Pawlik z Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie oraz przedstawicielka ZZM w Poznaniu. Zaproszeni goście mieli okazję podzielić się swoimi doświadczeniami zawodowymi związanymi z zakładaniem, pielęgnacją i utrzymywaniem łąk kwietnych w miastach. W czasie dyskusji poruszone zostały kwestie związane z zaletami, jakie rozmówcy dostrzegają w zakładaniu łąk kwietnych. Te najczęściej pojawiające się, to wspieranie bioróżnorodności, oszczędność pieniędzy w utrzymaniu oraz pozytywny odbiór przez mieszkańców. Mimo że w czasie dyskusji pojawiły się informacje, że z utrzymywaniem i zakładaniem łąk bywają problemy, to uczestnicy dyskusji przyznali, że zamierzają zakładać kolejne łąki kwietne, a te już założone w sposób odpowiedni pielęgnować.

Wnioski z konferencji „Co z tą łąką”


Konferencję “Co z tą łąką?” zakończyła dyskusja. Główne wnioski, jakie wybrzmiały na zakończenie konferencji, to konieczność świadomego gospodarowania zielenią w miastach uwzględniając przy tym potrzeby zwierząt żyjących w miastach. Zwrócono uwagę, że istnieje potrzeba tworzenia kolejnych łąk kwietnych na terenach miejskich, złożonych wyłącznie z roślin gatunków rodzimych i trwale zadomowionych, ze względu na ich większą wartość przyrodniczą niż łąk z gatunków jednorocznych i obcych. Zaznaczono również, że miejskie łąki, które powstały dzięki ograniczeniu koszenia są cennymi ekosystemami i że powinniśmy, jako społeczeństwo, zaakceptować takie przestrzenie. Konferencja „Co z tą łąką?” bez wątpienia może być punktem zwrotnym w historii miejskich łąk kwietnych w Polsce i oby tak było, ponieważ w dobie zmian klimatu i kryzysu bioróżnorodności zmiana myślenia o miejskich przestrzeniach jest nam bardzo potrzebna.

Ziemia – planeta miast

Na przełomie XVIII i XIX w. Błękitną Planetę zamieszkiwał miliard ludzi, z których raptem 2,5% żyło i umierało w miastach. Współcześnie populacja Ziemi osiągnęła około 8 miliardów, z czego ponad 60% skupia się w miastach. W krajach rozwijających się wciąż obserwuje się odpływ ludności ze wsi do większych, gęściej zaludnionych ośrodków, gdy w państwach wysoko rozwiniętych migracja ustała już po II wojnie, a po pandemii dominuje trend odwrotny: powrotu na wieś i/lub rozwoju rolnictwa i leśnictwa a terenach przynajmniej formalnie miejskich.

Około 20 największych metropolii świata (megamiast) odpowiada za znaczną część emisji gazów cieplarnianych, zanieczyszczeń atmosfery pyłami oraz zużycia wody pitnej. Tereny najsilniej zurbanizowane stały się domem nie tylko ludzi, ich zwierzęcych maskotek oraz roślin ozdobnych, lecz także tysięcy innych gatunków organizmów. Dlatego warto przyjrzeć się bliżej temu nowemu w skali geologicznej ekosystemowi, jakim jest urbicenoza.

Urbicenoza łac. urbs – miasto, nowołac. ceonosis — wielogatunkowy zespół organizmów o wspólnych wymaganiach ekologicznych z gr. koinos — wspólny, połączony; ang. urban ecosystem, pol. ekosystem miejski).

Człowiek jest miarą wszystkiego

Jak termitierę budują termity dla termitów, a mrowisko mrówki dla mrówek, tak urbicenozę tworzą ludzie dla samych siebie. Jak mrówki wprowadzają do mrowisk mszyce albo grzyby jadalne, tak człowiek zazielenia swoje osady roślinami. Ściąga także do miast swoje ukochane maskotki (przede wszystkim psy, koty i gołębie; do epoki motoryzacji konie; dziś coraz częściej ryby akwariowe, żółwie, nawet płazy, węże i koralowce). Nieprzebrane zasoby materii organicznej w postaci zapasów żywności od początku ściągały do miast mnóstwo zwierząt, przede wszystkim wszystkożerców lubiących ziarno: szczurów, myszy i wróbli. Gęste skupiska ludzi, psów i koni były szalenie atrakcyjne dla ich pasożytów: komarów, meszek, pluskwy domowej, pcheł i wszy, glist, owsików, przywr i tasiemców.

Nic dziwnego, że ludność miast od początków dziesiątkowana była przez epidemie. Większość dzikich gatunków wciąż boi się człowieka i jego wiernych sług: psa, kota, kozy. Mimo to przybywa zwierząt, które nauczyły się, że w mieście – mimo hałasu, skażenia światłem, dymem i pyłem – paradoksalnie i tak bywa tu bezpieczniej niż na polu ornym czy w lesie, gdyż nikt tu nie poluje. Dlatego miejskie sadzawki zapełniły się kaczkami i łyskami, mewy spotyka się na śmietnikach i placach, sroki opuściły lasy na rzecz osiedli a sójki na rzecz parków, kosze śmieci przeszukiwane są przez lisy i szopy.

Budowle ukształtowane ręką człowieka zapewniają coraz liczniejszym gatunkom zupełnie nowe siedliska. Kolejne gatunki nietoperzy przenoszą się z jaskiń i wiejskich kościołów na poddasza bloków i strychy bliźniaków, a wraz z nimi podążają kuny. Miasta zamieszkują tysięczne rzesze jerzyków, niemal zanikły za to ich populacje gniazdujące w dziuplach sędziwych drzew (znane choćby z Puszczy Białowieskiej). Poszerza się lista gatunków typowych dla rodzinnych ogródków działkowych, skwerów i parków. Wydłuża się lista gatunków konfliktowych w miastach i osadach przemysłowych, obejmując już nie tylko gołębia, gawrona czy szerszenia, lecz także dzika, kunę domową, sarnę, modraszki nausitousa i telejusa, w W-wie i Lublinie także łosia, w Gorzowie Wielkopolskim wilka, we Wrocławiu i Krakowie od niedawna także gniewosza plamistego.

Urbicenoza – znikoma bioróżnorodność, ogromna biomasa i jeszcze większa konsumpcja energii

Najważniejszymi cechami urbicenoz, odróżniającymi je od większości ekosystemów, w tym wsi, pozostają od tysiącleci:

  1. Niewielka różnorodność biologiczna;
  2. Ogromna biomasa, tworzona niemal wyłącznie przez ludzi;
  3. Zdecydowana przewaga oddychania i innych form spalania nad produkcją pierwotną;
  4. Gigantyczne zużycie energii i materii, pobieranych z innych ekosystemów;
  5. Równie wielka produkcja odpadów, w tym gazów cieplarnianych, dymów, pyłów, mikro- i makroplastiku, ścieków, w tym zawierających resztki farmaceutyków;
  6. Osobny mikroklimat, szczególnie tzw. miejska wyspa ciepła, ale także częstsze opady wskutek większej ilości jąder kondensacji pary wodnej.

Wielu ludzi nie tylko dostrzega te problemy, lecz również testuje różne sposoby ich rozwiązywania. Odpowiedzią na niewielką bioróżnorodność miast bywa: zamiana trawników w miejskie łąki, tworzenie nowych parków kieszonkowych i lasów Miyawaki, rozmieszczanie ptasich budek i ulików dla zapylaczy, ostatnio także wież lęgowych i nietoperzników, wprowadzanie niecek retencyjnych oraz ogrodów deszczowych czy tworzenie siedlisk zastępczych dla dzikich zapylaczy, np. sandariów.
Receptą na potwornie wielkie energii, wody oraz zasobów nieodnawialnych, a jednocześnie rozwiązaniem problemu zanieczyszczeń są recykling, upcykling oraz inne formy oszczędzania zasobów, a docelowo przejście na gospodarkę obiegu zamkniętego. Sposobem na złagodzenie efektu miejskiej wyspy cieplnej pozostaje zazielenianie naszych metropolii poprzez pnączowanie fasad, rewitalizację starych parków i zakładanie nowych, ochronę lasków miejskich, z czasem także tworzenie całych, wertykalnych gospodarstw rolnych i ogrodów w wieżowcach.

Urbicenoza jako ekosystem cudzożywny

Cudzożywny może być nie tylko organizm, lecz także cały ekosystem, o ile procesy rozkładu (mineralizacji) materii organicznej przeważają w nim nad produkcją materii organicznej. Przykładami środowisk całkiem naturalnych, a przecież heterotroficznych jako całość będą m.in. jaskinie, strumienie, większość rzek, wreszcie głębiny mórz poza oazami ryftowymi. Także ekosystemy miejskie mają wybitnie cudzożywną naturę, gdyż w całości zależą od dostaw energii i materii. Co więcej, są to nie tylko dostawy z najbliższych okolic wiejskich, lecz także z odległych kontynentów. O ryzykach związanych z tym stanem rzeczy ludzkość boleśnie przekonała się po przerwaniu łańcuchów dostaw podczas pandemii. Dopiero od kilku dekad próbujemy zmienić ten stan rzeczy m.in.: rozbudowując miejskie rolnictwo i leśnictwo, chroniąc ROD, wreszcie instalując pasieki na dachach budynków. Ważna jest także budowa własnej suwerenności żywnościowej i przemysłowej, poprzez restytucję części działów rolnictwa, rzemiosła i przemysłu, wygaszonych w danym kraju.

Osobliwości polskich urbicenoz

Urbanizacja Polski doznawała różnych przypływów i odpływów. Większość osad miejskich wręcz wymazał szwedzki Potop. Kto dziś pamięta, że Wisłą spławiano w XVI i XVII wieku więcej towarów niż Renem do XIX w.? Dziewiętnastowieczna rewolucja przemysłowa stworzyła kilka zupełnie nowych ośrodków przemysłowych jak Łódź i Białystok, a jednocześnie zmodernizowała dawniejsze jak Śląsk i Staropolski Okręg Przemysłowy.
Okresami silnego przyrostu ludności miejskiej było zniesienie pańszczyzny (w różnych zaborach w różnych czasach), budowa Gdyni i COP w II Rzeczypospolitej, potem wielkie budowy socjalizmu czasów Polski Ludowej. Ludności miejskiej przybywało po II wojnie światowej w tempie 7% na dziesięciolecie, osiągając współcześnie 60% (na tle 35% w 1945). Okupacja niemiecka i radziecka spowodowały niezwykle szybką proletaryzację chłopów, drobnomieszczan oraz inteligencji, którzy zapoznawszy się w charakterze robotników przymusowych z dwoma wersjami najnowocześniejszego wtedy przemysłu i najnowocześniejszego rolnictwa III Rzeszy i Sowietów Stalina, tym mocniej cenili rodzime, tradycyjne rolnictwo i rzemiosło.

Polska Ludowa zachowała — jako wyjątek w całym RWPG — prywatne gospodarstwa rolne, kutry rybackie, stawy rybne i lasy gospodarcze. Liczne miasta Ziem Odzyskanych zachowały, a nawet rozwinęły swój charakter „miast-ogrodów” czy „zielonych garnizonów”. Także stare metropolie zyskały ze względów wojskowych, sanitarnych i propagandowych kliny napowietrzające. To nowe tereny zieleni, rozległe ulice i place ze szpalerami drzew, klombami i trawnikami, pracownicze ogrody działkowe, skwery czy laski miejskie. W pobliżu pewnych miast zachowały się rozległe kompleksy leśne, obejmowane na przestrzeni lat ochroną jak Puszcza Kampinoska koło Warszawy czy Puszcza Bukowa pod Szczecinem. Dodajmy nieuregulowane jak Wisła w zaborze rosyjskim oraz spontaniczne dziczejące po upadku żeglugi i przemysłu rzeki jak Odra, Noteć, Warta i Bug, by wyjaśnić skąd w polskich miastach takie bogactwo gatunków. Nie tylko tych najbardziej odpornych, od dawna związanych z człowiekiem, lecz rzadkości jak łoś czy bielik wśród zwierząt; sromotnik fiołkowy, miękusz szafranowy i soplówka jodłowa wśród grzybów kapeluszowych; przylepniczka wytworna czy pismaczek pęcherzykowaty pośród porostów; a starodub łąkowy wśród roślin Warszawy.

Urbicenozy wczoraj, dziś i jutro

Celem ludzkości na XXI wiek i następne stulecie są urbicenozy przyjazne środowisku, nisko-, a docelowo zeroemisyjne. Wznosić się je będzie, a potem remontować korzystając w całości z materiałów z recyklingu i upcyklingu, bez zużywania nieodnawialnych kopalin, wykorzystując natomiast śmiecie zalegające dziś na megawysypiskach, spalane albo topione w morzach przez całe „śmieciowe mafie”. Zasilać je będzie energia elektryczna, chemiczna i cieplna ze źródeł zrównoważonych i odnawialnych, produkowana (z innych form energii, gdyż energia jako taka nie może zostać wytworzona ani zniszczona, może natomiast być zmarnowana, o ile nie wykonuje pracy użytecznej dla człowieka i przyrody) technikami przyjaznymi dla środowiska. Znacznie lepszymi niż spalanie paliw kopalnych, biogazu czy nawet hydroelektrownie, chroniące klimat i jakość powietrza, ale pustoszące rybostan i sprzyjające zakwitom glonów. Prąd elektryczny powstawał będzie dzięki Słońcu, wiatrom, pływom morskim, rzekom oraz ciepłu wnętrza Ziemi, może także drogą zimnej fuzji jądrowej? Na wypadek blackoutów i na czas uruchamiania nowych bloków będzie się go magazynowało w elektrowniach szczytowo-pompowych albo jeszcze innych, dziś trudnych do wyobrażenia technologii przyszłości. Spalanie węgla kamiennego przejdzie do lamusa historii, choć samo górnictwo węglowe jeszcze długo będzie konieczne – bez węgla koksowniczego nie będzie przecież stali, a bez stali zabraknie wiatraków i turbin, maszyn oraz zbrojeń budynków nawet w całkowicie zeroemisyjnej gospodarce. Żywność, włókna, papier i oleje techniczne powstawać będą z roślin uprawianych w wertykalnych farmach, położonych we wnętrzu miast nowego typu. Już dziś na Bliskim i Dalekim Wschodzie, w Kalifornii i krajach skandynawskich zakłada się prototypowe dzielnice czy całe miasteczka, zbliżone do opisanych wyżej ideałów.

Doświadczenia polskich miast i przyszłość publicznych łąk kwietnych. Poznań, 18.11.2022 r.

Ostatnie lata to czas intensywnego rozwoju łąk kwietnych w Polsce. W ciągu kilku lat powstały dziesiątki publicznych łąk. W zamyśle miały być piękne, ekologiczne, ekonomiczne i łagodzić skutki zmian klimatu. Czy miejskie łąki faktycznie tak działają? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć w czasie nadchodzącej konferencji. To pierwsze tego typu wydarzenie w Polsce, w całości poświęcone dotychczasowym doświadczeniom zarządców i analizom naukowym dotyczącym miejskich łąk. 

Łąki kwietne powstają na terenach publicznych, zakładają je wspólnoty, instytucje kultury czy spółki miejskie. Łany kwiatów chcą mieć nie tylko metropolie, ale także mniejsze ośrodki. ​

To czas, by dzielić się doświadczeniami i wspólnie projektować dalszy rozwój łąk kwietnych w polskich miastach. Zapraszamy osoby odpowiedzialne za projektowanie i utrzymanie publicznych terenów zieleni do udziału w pierwszej w Polsce konferencji poświęconej miejskim łąkom kwietnym i ich roli w zielono-niebieskiej infrastrukturze. Podczas czterogodzinnego spotkania posłuchamy wykładów ekspertów: praktyków i naukowców, którzy mają swój wkład w rozwój i badanie miejskich łąk. Druga część spotkania poświęcona będzie na debatę w gronie osób odpowiedzialnych za tworzenie łąk w polskich miastach. W gronie przedstawicieli administracji doświadczonych w zakładaniu łąk porozmawiamy o tym, jak w przestrzeni polskich miast sprawdzają się kwiaty zamiast trawników. Zainicjujemy także koalicję na rzecz miejskich łąk — stałą grupę wymiany doświadczeń i wyznaczania standardów.

Partnerami wydarzenia są: Stowarzyszenie Architektury Krajobrazu, ŁĄKI KWIETNE, Zieleń Miejska, Targi Gardenia, Lider Biznesu Ogrodniczego. 

Udział w konferencji jest bezpłaty, jednak wymagana jest wcześniejsza rejestracja: https://forms.gle/17PijvSZXNNHxJ99A

Więcej informacji o konferencji: https://kwietna.org/co-z-ta-laka/

Dodatkowe informacje: Karolina Nawrot, prezes Fundacji Kwietnej

fundacja@kwietna.org | 505159215

Łąka pełna maków i chabrów oraz niebieskie niebo.

Cele środowiskowe taksonomii UE to ważne cele chroniące naszą przyszłość. Taksonomia Unii Europejskiej (pełna, oficjalna nazwa Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/852 z dnia 18 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ram ułatwiających zrównoważone inwestycje, zwanego potocznie również Systematyką) to pierwszy na świecie, tak ustandaryzowany i wyczerpujący system klasyfikacji zrównoważonej działalności gospodarczej. Obejmuje wszystkie branże odpowiedzialne za ok. 80% emisji gazów cieplarnianych w UE, za wykorzystanie zasobów wód słodkich i Wszechoceanu, wreszcie za ubożenie różnorodności biologicznej. Podstawowym, najogólniejszym celem niniejszego rozporządzenia jest przekierowanie całokształtu inwestycji w kierunku technologii nisko- i zeroemisyjnych, tudzież wsparcie inwestorów i nabywców w podejmowaniu świadomych decyzji.

Sześć celów środowiskowych Taksonomii

Cele środowiskowe nowego Rozporządzenia Wspólnoty to:

  • łagodzenie zmian klimatu;
  • adaptacja do zmian klimatu;
  • zrównoważone wykorzystywanie i ochrona zasobów wodnych i morskich;
  • przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym;
  • zapobieganie zanieczyszczeniu i jego kontrola;
  • ochrona i odbudowa bioróżnorodności i ekosystemów.

Tworzenie, a potem pielęgnacja łąk kwietnych doskonale wpisuje się we wszystkie cele ww. Rozporządzania. Omówmy to punkt po punkcie!

Łąka kwietna z rumiankami.

Łąki kwietne idealnie wpisują się w cele środowiskowe taksonomii UE

Łagodzenie zmian klimatu

Łąki kwietne ograniczają zmiany klimatu w różnych skalach. W skali mikro redukują efekt miejskiej wyspy ciepła, łącząc dotychczasowe i tworząc nowe korytarze nawietrzające. Dlatego kolejne metropolie włączają utrzymanie tych nowatorskich, trwałych i przemiennych użytków zielonych jako elementu przeciwdziałania zwiększonej umieralności ludzi, zwierząt domowych i wolnożyjących podczas upałów. Zielone przystank oraz zielone torowiska wydatnie poprawiają komfort termiczny pasażerów oczekujących na środki komunikacji publicznej lub zbierających się przed strajkiem. Wzmacnia to ochronę grup najwrażliwszych: seniorów, dzieci, uchodźczyń wojennych oraz obywateli sprawnych inaczej.

Masowe zastępowanie trawników miejskimi łąkami ogranicza zużycie paliw kopalnych i biopaliw napedzających kosiarki mechaniczne oraz metali ziem rzadkich, używanych w akumulatorach kosiarek elektrycznych. 

Miejskiej łąki, tym bardziej niecki retencyjnej czy ogrodu deszczowego, nie trzeba dodatkowo podlewać, sama przecież wybornie retencjonuje wody opadowe i spływowe. W razie ekstremalnych suszi upałów można ją ewentualnie nawadniać szarą wodą z prania, mycia się albo basenów miejskich. Łąki kwietne, tudzież pozostałe powierzchnie rozszczelnione i przepuszczalne stanowią coraz ważniejszy element systemowego zagospodarowywania wód opadowych i roztopowych, przywracających naturalną retencję w miastach i suburbiach.

Łąka wpisuje się w cele środowiskowe taksonomii UE.

Adaptacja do zmian klimatu

Wiele szkód spowodowanych zmianami klimatu bądź przez nie potęgowanych (jak inwazje gatunków obcych geograficznych, masowe wymieranie owadzich zapylaczy, wymieranie ptaków przywiązanych do tradycyjnego krajobrazu rolniczego i bagien) wciąż trwa. Dlatego tak istotna będzie ich kompensacja bądź naprawa.

Prawidłowe utrzymywanie łąk kwietnych, sandariów, ogrodów deszczowych i zielonych dachów wydatnie przyczynia się do ochrony zapylaczy oraz innych, pożytecznych bezkręgowców na obszarach miejskich i przemysłowych. Szczególnie ważne jest tworzenie korytarzy ekologicznych, żerowisk i schronień dla dzikich zapylaczy, pozostających w cieniu pszczoły miodnej. Już wstępne badania łąk kwiatowych z warszawskich Pól Mokotowskich wykazały tam obecność paru rzadkich gatunków trzmieli, podawnych wcześniej tylko z Puszczy Kampinoskiej. Miejskie łąki oraz ogrody deszczowe to także sztuczne, ale jakże potrzebne ostoje dla ptaków, płazów, gadów oraz ssaków (jeży, kretów), regulujących populację szkodliwych stawonogów, w tym komarów, gzów, tudzież obcych gatunków meszek i kleszczy.

Jeżeli fale upałów i deficyty wody będą się nasilać mimo naszych działań warto będzie obsiewać łąki niestosowanymi dotąd gatunkami i odmianami roślin odporniejszych na suszę, niekiedy również na zasolenie podłoża, swego rodzaju miejski xeriscaping. Wielką rolę winna tu odegrać współpraca trzeciego sektora i biznesu z ogrodami botanicznymi, zajmującymi się aklimatyzacją potencjalnie użytecznych, nieinwazyjnych w Polsce gatunków Azji Środkowej, Mniejszej i Zakaukazia, jak szachownice, pustynniki, tulipany botaniczne i dzikie czosnki.

Tworzenie łąk kwietnych doskonale współgra z przygotowaniem społeczeństwa na zmiany klimatu poprzez zieloną edukację. Ścieżki edukacyjne towarzyszą od początku miejskim łąkom i hotelikom dla owadów, wpisując się w szeroko rozumianą edukację ekologiczną, przeznaczoną dla wszystkich grup społecznych, wiekowych i zawodowych. Sprzyja to jednolitemu brandingowi adaptacji do zmian klimatu, współpracy na szczeblu lokalnym krajowym i międzynarodowym, wreszcie tworzeniu spójnych systemów zawiadamiania mieszkańców o zagrożeniach.

Zrównoważone wykorzystywanie i ochrona zasobów wodnych i morskich

To oficjalne, powtarzające się w setkach komentarzy prasowych, sformułowanie jest o tyle nieprecyzyjne, że morza to przecież najrozleglejsze z naturalnych zbiorników wodnych. Zasoby wodne to w nomenklaturze Taksonomii gatunki, siedliska oraz usługi ekosystemowe wód słodkich, natomiast zasoby morskie to analogiczne dobra Wszechoceanu. Szereg gatunków ryb i bezkręgowców podejmuje regularne wędrówki z wód słonych do słodkich i odwrotnie, a niektóre ekosystemy jak ujścia rzek, zalewy, jeziora mierzejowe, wreszcie niemal cały nasz Bałtyk posiadają charakter wybitnie pośredni między pełnomorskimi a słodkowodnymi. Może to rodzić problemy w ich przypisaniu do zasobów słodko- bądź słonowodnych.

Szczególny nacisk położony w Taksonomii nazrównoważone wykorzystywanie i ochrona zasobów wodnych i morskich to ukłon w stronę raportów agend Narodów Zjednoczych i Wspólnoty Europejskiej, jak również organizacji pozarządowych, podnoszących alarm z powodu przełowienia mórz, blaknięcia raf koralowych, zaburzeń prądów morskich (zwłaszcza El Nino i Golfsztromu) oraz wielu innych, niepożądanych działań na oceanach. Najnowsze rapoty FAO i WWF alarmują ws. zagłady ryb chrzęstnoszkieletowych, przyłowu ptaków, ssaków i żółwi oraz malejącego pogłowia gatunków dwuśrodowiskowych, przede wszystkim łososi, jesiotrów i węgorzy. Unia zrobiła tu naprawdę wiele, implementując Dyrektywy: Wodną, D. Azotanową, Ściekową czy Siedliskową; ratyfikując Konwencję Ramsarską, pozostaje jednak jednym z głównych trucicieli tychże zasobów słodko- i słonowodnych. Słynie także szeroko z eksploatacji zasobów wielu innych akwenów Światowego Południa.

Przekształcając trawnik na łąkę kwietną ograniczamy zużycie wody słodkiej. Wzmacniamy także lokalną, małą retencję glebową i biologiczną.

Przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym

Gospodarka obiegu zamkniętego (pol. GOZ, ang. circular economy, CE) to cały, regeneracyjny ustrój gospodarczy i społeczny wraz z jego środowiskiem prawnym, finansowym i edukacyjnym, zrywający ze wcześniejszymi formami gospodarki liniowej, takimi jak wolnorynkowy kapitalizm XIX i XX wieku, sowiecki komunizm, niemiecki i włoski faszyzm, wreszcie nowożytne formy gospodarki pańszczyźnianej, merkantylizmu i fizjokratyzmu. Wszyskie, wyliczone tu ustroje gospodarki liniowej bazowały na ciągłym wzroście gospodarczym za cenę lawinowo rosnącego zużycia surowców nieodnawialnych i warunkowo odnawialnych, jak również powiększającego się wolumenu odpadów. Gospodarka obiegu zamkniętego stanowi rewolucyjne odwrócenie tego podejścia, chociaż wdrażana jest powoli, metodami całkowicie pokojowymi i demokratycznymi. GOZ po pierwsze zachowuje jak najdłużej wartość zasobów zamiast maksymalizować wartość dodaną jak w gospodarkach liniowych. Po drugie doskonali gospodarkę zasobami nieodnawialnymi i odnawialnymi, nie zaś optymalizuje ich przepływy z dzikiej przyrody, górnictwa i rolnictwa do rozmaitych branż produkcji, transportu i usług. Trzecią, kluczową różnicą między dawnymi, liniowymi podejściami a obiegiem cyrkularnym pozostaje wzrost efektywności używania, w tym odtwarzania dób przez ich recykling i upcykling w GOZ w przeciwieństwie do dążeń gospodarek liniowych do wzrostu efektywności wydobycia i/lub produkcji dóbr. Wdrażanie GOZ w Polsce koordynuje Ministerstwo Rozwoju.

Utrzymywanie miejskich łąk kwiatowych wybornie wpisuje się w implementację GOZ, albowiem ogranicza zużycie wody i paliw kopalnych. Redukcja hałasu oraz alergizujących pyłków traw wpływa korzystnie na zdrowie publiczne mieszkańców, co zmniejsza zużycie lekarstw oraz energii w sektorze medycznym i opieki społecznej. Najpiękniejsze łąki kwietne wyrastają na stosunkowo jałowych glebach miejskich, nie wymagając dodatkowego nawożenia. Pozwala to na ogromne oszczędności soli fosforu, jakże potrzebnych w innych branżach (rolnictwie, medycynie, przemyśle zbrojeniowym), a zarazem tak niepożądanych w wodach słodkich, szczególnie w rezerwuarach wód pitnych i na obszarach chronionych. Pamiętajmy, że produkcja nawozów sztucznych, zwłaszcza azotowych wiąże się z ogromnym zużyciem prądu. Także torf i jego pochodne nie są nawozem przyjaznym przyrodzie, skoro ich wydobycie wiąże się z nieodwracalną zagładą mokradeł, tudzież wzrostem emisji gazów cieplarnianych z gruntów. Oszczędzania pozostałych nawozów naturalnych jest bardzo wskazane – kiedyś już dochodziło do wojen o pokłady guana i saletry. Łąki kwietne to także niższa emisja gazów cieplarnianych gdyż oszczędzamy energię niezbędną przy produkcji rabatówki (sadzonek na kwietniki miejskie i wiejskie) w inspektach i szklarniach. 

Łąka kwietna pełna żółtych oraz fioletowych kwiatów

Zapobieganie zanieczyszczeniu i jego kontrola

Rolę miejskich łąk w ograniczaniu zanieczyszczeń pochodnymi nawozów sztucznych i naturalnych, tudzież w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych omówiono w poprzednich rozdziałach.

Warto przypomnieć, że hałas także stanowi zanieczyszczenie, zaś dzięki łąkom miejskim wyraźnie redukuje się terkot i szum kosiarek.

Ochrona i odbudowa bioróżnorodności i ekosystemów

Ochrona zachowanych ekosystemów i gatunków, jak również odtwarzanie siedlisk oraz populacji stanowi fundament nie tylko Taksonomii, lecz w ogóle całego Europejskiego Zielonego Ładu oraz Unijnej Strategii na rzecz Bioróżnorodności do 2030 r., w tym Zielonej Transformacji naszych Miast. 

Przekształcanie nieużytków, zabetonowanych placów czy wyasfaltowanych boisk w łąki miejskie, a zaniedbanych glinianek i betonowych fontann w ogrody deszczowe lub niecki retencyjne przywraca łączność między pozostałościami przyrody. Już teraz większość ludności UE zamieszkuje miasta. Tereny te stają się również coraz ważniejszymi ostojami wielu gatunków wolnożyjących. Do wielkomiejskiego życia adaptują się kolejne gatunki, w tym te dotychczas unikające człowieka jak sokoły wędrowne czy nurogęś. Dołóżmy wszelkich starań, by kwiatowe kobierce naszych miast stały się nowymi ostojami ginących i pożytecznych bezkręgowców! Nad Wisłą warszawską poczyniono już pewne kroki w tym kierunku, wysiewając łąki oparte o miejscowe, mazowieckie i podlaskie ekotypy ziół łąkowych, w tym rośliny żywicielskie Dyrektywowych motyli, szczególnie modraszków i czerwończyków. Siew kwietnych łąk na wałach i międzywalu rzek i kanałów staje się dobrym standardem przy robotach budowlanych i utrzymaniowych na polskich ciekach, uzupełniającym nasadzenia drzew, udrażnianie zapór przepławkami i bystrotokami dla ryb, kopanie oczek wodnych dla płazów, retytucję rodzimych gatunków raka, tudzież tworzenie czatowni dla dzierzb i szponiaków.

żaba jeziorkowa

Czerwona lista Polski gatunków ustępujących i rzadkich nie stanowią wprawdzie bezpośrednio źródła prawa, lecz powinny przyczyniać się do aktualizacji list gatunków prawnie chronionych, a także planów ochrony i planów zadań ochronnych dla parków narodowych i rezerwatów. Letni, 78 tom czasopisma Chrońmy Przyrodę Ojczystą przyniósł cenny materiał dla wszystkich miłośników i praktyków ochrony przyrody w Polsce: zupełnie nową, scaloną redakcyjnie Czerwoną Listę Kręgowców naszego kraju, opracowaną przez nestora tego typu opracowań: prof. Zbigniewa Głowacińskiego. 

Czerwona Lista prof. Zbigniewa Głowacińskiego

Najbardziej oryginalnym wkładem autora jest ocena stopnia zagrożenia czworonogów: ssaków, płazów i gadów. Równo dwadzieścia lat po publikacji poprzedniej czerwonej listy kręgowców ziem polskich dodano do niej: jeden gatunek ssaka (łosia), pięć gatunków płazów (kumaka górskiego, huczka ziemnego, żabę jeziorkową, rzekotkę drzewaną i salamandrę plamistą) oraz podwyższenie kategorii zagrożenia dla trzech rzadkich gatunków ssaków (morświna, nornika śnieżnego i podkowca dużego). Dwu dalszych gatunków (koszatkę i mroczka pozłocistego) nie uznano za zagrożone obecnie. Szkoda, że lista wciąż ignoruje wyniki badań taksonomicznych, które rozbiły krajowe populacje rzekotek drzewnych i padalców na dwa gatunki: rzekotkę wschodnią i rz. zachodnią oraz padalca kolchidzkiego oraz właściwego p. zwyczajnego. Nie podjęto w ogóle próby nadania kategorii innym gadom i płazom odnalezionym w ostatnich latach w Polsce, a uznawanym niekiedy za rodzime jak: zaskroniec rybołów, murówka zwyczajna, ropucha zmienna i żaba bałkańska.

Oceniając ptaki wykorzystał praktycznie bez zmian Czerwoną Listę, przygotowaną pod auspicjami OTOP w 2020 r. (Wilk i in.). Jedynie w przypadku najspospolitszych gatunków o kategorii zagrożenia LC (“least concern”) wykazano się pewną oryginalnością, nie przenosząc ich mechanicznie z ww. listy zespołu Wilka.

Dla ryb i kręgoustych postęp okazał się niewielki, gdyż oceny Głowacińskiego są takie same jak zespołu Witkowskiego z ich klasycznej już listy sprzed 13 lat. Tymczasem lista Witkowskiego et consortes wymaga pilnych aktualizacji, tak z racji klęski ekologicznej na Odrze, jak i ukazania się unijnych czerwonych list ryb morskich, dwuśrodowiskowych i słodkowodnych.

Wnioski z analizy

Wnioski z analizy najnowszej listy Głowacińskiego zatrważają, choć dla szeregu gatunków pozwalają też na umiarkowany optymizm, nawet pewną dumę z sukcesów polskiej ochrony gatunkowej. Na liście znalazło się 181 gatunków zatem o 30 więcej niż 20 lat temu. Krajowa fauna straciła w ciągu ostatnich dwu wieków co najmniej 23 gatunki kręgowców, przede wszystkim ptaków. Za mocno (EN – zagrożone i VU – narażone) lub bardzo mocno zagrożone wymarciem (CR, krytycznie zagrożone) uznano 88 gatunków. Niemal 40 kolejnych niby pozostaje względnia pospolita, czasami łowna lub tęiona jako szkodniki, jednak znajduje się blisko stanu zagrożenia (NT).

Czerwona lista Polski a gatunki łąkowe już wymarłe lub bliskie wymarcia

Dla miłośniczek łąk szczególnie niepokojący będzie wzrost zagrożenia wielu gatunków przywiązanych do tradycyjnie utrzymywanych, trwałych użytków zielonych: łąk kośnych, pastwisk i miedz. Pośród najbliższych wymarcia, krytycznie zagrożonych (CR) gatunków Polski będą to:

  • Ssaki: zając bielak i suseł perełkowany;
  • Ptaki: bojownik batalion, łęczak, rycyk, karliczka, rożeniec, błotniak zbożowy, orlik grubodzioby, dzierzba czarnoczelna, a także kraska;
  • Gady: wąż Eskulapa.

Bezpowrotnie wymarły w skali całego świata co najmniej dwa gatunki megafauny, a zarazem krewniacy zwierząt gospodarskich, potencjalnie stanowiący bezcenne źródło genów dla hodowli: tur i tarpan (EX – bzpowrotnie wymarłe na całym świecie). Z Polski i większości krajów sąsiednich znikły, a przynajmniej przestały się rozmnażać (RE – regionalnie wymarłe i EXP – wymarłe w Polsce), mniej lub bardziej związane z łąkami: 

  • ssaki: norka europejska oraz suseł moręgowany;
  • ptaki: drop, strepet, kulon, bekasik, biegus zmienny, siewka złota, czapla purpurowa, kobczyk, pustułeczka, dzierzba rudogłowa oraz nagórnik;
  • gady: jaszczurka zielona. 
Potrzeba wzmocnienia ochrony siedlisk

Odróżnienie zwierząt krytycznie zagrożonych od już wymarłych nie zawsze było proste, jak świadczy o tym przypadek karliczki, odkrytej w 2021 r. na mokrych łąkach okolic Włodawy po 163 latach od wcześniejszych notowań w Polsce.

Najświeższa czerwona lista pokazuje, że gatunki trwałych użytków zielonych należą do najsilniej zagrożonych w skali Polski i sąsiednich państw. Dlatego niezbędne jest dalsze wzmacnianie ochrony tego typu siedlisk, jak również tworzenie zbliżonych doń, nowego typu ekosystemów: pasów kwiatowych na wsiach oraz łąk kwietnych na obszarach przemysłowych i wielkomiejskich. 

Jednym z przejawów Antropocenu, prócz zmian klimatu oraz inwazji gatunków obcych pozostaje tzw. światowy kryzys zapyleń. Na obszarze Wspólnoty Europejskiej objawia się on zarówno dramatycznym spadkiem liczebności populacji owadów zapylających, jak i pogorszeniem kondycji udomowionego zapylacza: pszczoły miodnej, nie wspominając o rosnących trudnościach z domestykacją następnych gatunków insektów, szczególnie trzmieli, murówek, miesierek oraz innych samotnic. Ubytek liczebności odnotowano dla co trzeciego gatunku błonkówek i motyli, a co dziesiąty z nich znalazł się na skraju wymarcia (funkcjonalnie już wymarł, choć utrzymuje się w nielicznych obszarach chronionych i bankach genów).

Rośliny okrytozalążkowe bywają samopylne lub zapylane przez wiele czynników ożywionych i nieożywionych, w tym wiatr, wodę, ślimaki, drobne kręgowce lub samych farmerów. Tym niemniej insekty pozostają najważniejszymi zapylaczami w skali Ziemi oraz UE, niezbędnymi dla dalszego funkcjonowania ekosystemów lądowych, zachowania dobrostanu człowieka, w tym bezpieczeństwa żywnościowego, a w przyszłości również paliwowego. Paliwowego z uwagi na konieczność zastępowania paliw kopalnych, torfu, energii elektrycznej z wyłączanych hydroelektrowni i siłowni jądrowych, z farm wiatrowych unieruchomionych wskutek przerwania łańcuchów dostaw i kontrsankcji Organizacji Szanghajskiej etc. biodieslem z rzepaku oraz innych gatunków owadopylnych, bioetanolem, renesans znaczenia biomasy jako środka opałowego).

Owadzi zapylacze co roku wykonują we Wspólnocie Europejskiej pracę wartą co najmniej 5 000 000 000 euro.

Łąki kwietne na ratunek kryzysowi

Punkt 47 Wniosku do Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie Odbudowy Zasobów Przyrodniczych przypomina o wcześniejszych inicjatywach Wspólnoty dla dobra owadzich zapylaczy. Przykładowo 1 czerwca 2018 r., w odpowiedzi na apele Parlamentu i Rady, Komisja Europejska uruchomiła Inicjatywę UE na rzecz owadów zapylających. Parlament Europejski oraz Rada wezwały do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków w walce z kryzysem zapyleń, w tym: utworzenia ogólnounijnych ram monitorowania owadów zapylających, ustanowienia jasnych celów i wskaźników dotyczących odwrócenia spadku liczebności owadów zapylających oraz radykalnego ograniczenia użycia pestycydów. Europejski Trybunał Obrachunkowy zalecił, by Komisja ustanowiła niezbędne mechanizmy zarządzania działaniami wdrażanymi dla dobra owadzich zapylaczy, tudzież do skrupulatnego monitorowania tych prac.

Następny, 48 punkt ww. Wniosku… w sprawie Odbudowy Zasobów Przyrodniczych dotyczy racjonalnego, przyjaznego przyrodzie stosowania chemicznych środków ochrony roślin, a konkretnie zakazuje używania pestycydów na terenach ekologicznie wrażliwych, z których wiele ujęto w niniejszym Wniosku oraz Załącznikach. Za obszary wrażliwe ekologicznie uznano m.in. tereny podmokłe, wiejskie o wysokiej bioróżnorodności, tudzież ostoje gatunków ginących ujętych w Europejskiej, narodowych i regionalnych czerwonych listach i czerwonych księgach bezkręgowców.

Terenu dla dzikiej roślinności i zwierząt

Definicję terenów wiejskich/krajobrazów o wysokiej bioróżnorodności na gruntach rolnych podano w pkt. 52. Obejmują one: strefy buforowe naturalne i sztuczne (sródpolne miedze tradycyjne, miedze nowoczesne czyli pasy kwietne), ugory i zapusty podlegające albo niepodlegające płodozmianowi, żywopłoty, pojedyncze drzewa lub grupy drzew, rzędy drzew, rodzinne ogródki działkowe i inne ogródki przydomowe dzierżawców koło latyfundiów, rowy, strumienie, małe tereny podmokłe, w tym oczka wodne, tarasy, kopce kamieni, kamienne ściany, pryzmy gałęzi, pozostałe elementy związane z miejscową kulturą (kurhany, kręgi kamienne, kapliczki). Wszystkie one tworzyć mają przestrzeń dla roślin dziko rosnących i dzikich zwierząt, w tym owadów zapylających oraz pożytecznych bezkręgowców drapieżnych, łagodzić zmiany klimatu, ułatwiać dostosowanie do niepowstrzymalnych już zmian klimatu, zapobiegać erozji i zmęczeniu gleby, oczyszczać powietrze i wodę, tłumić hałas, a także wspierają wydajność rolnictwa, leśnictwa, paludikultur oraz pozostałych upraw zależnych od owadów zapylających. Za składowe krajobrazu o wysokiej bioróżnorodności warunkowo uznaje się także: drzewa i krzewy produktywne (owocowe, lecznicze, miodo-, korko- i drewnodajne) oraz elementy produktywne w nieproduktywnych żywopłotach (rośliny owocodajne i owadopylne np.: jarzębina, rodzime gatunki dzikich róż i głogów, kalina koralowa, szakłak itd. jako domieszki w szpalerach wiatropylnych, nieowocodajnych iglaków np.: tuj, świerków), pod co najmniej dwoma warunkami: pozyskaniu owoców, miodu, korka, liściarki, drewna, galasów etc. w sposób przyjazny przyrodzie oraz rezygnacji z użycia pestycydów w ochronie tychże roślin drzewiastych.

Wprowadza się wymóg systematycznego zwiększania udziału ww. składników krajobrazu o wysokiej bioróżnorodności na użytkowanych rolniczo terenach wsi, przedmieść i miast. Docelowo stanowić winny co najmniej 10% powierzchni gruntów rolnych. Działania na rzecz ww. krajobrazów muszą być sharmonizowane z poprawą pozostałych, kluczowych wskaźników przede wszystkim: 1) indeksu liczebności motyli spotykanych na obszarach trawiastych oraz 2) zasobów węgla organicznego w glebach mineralnych na gruntach ornych. 

Komisja, Rada i Parlament Europejski zdają sobie sprawę z piętrzących się trudności przyrodniczych, gospodarczych i społecznych, szczególnie po wybuchu pandemii, pełnoskalowej wojny w Ukrainie oraz hiperinflacji, a przykład kolapsu rolnictwa i turystyki, a potem wszystkich struktur społecznych na Sri Lance stanowi groźne memento dla rządzących. Stąd konieczność ostrożności i oszczędności oraz łagodzenia nieuniknionych napięć społecznych przy wdrażaniu tych dalekosiężnych planów w zakresie odbudowy siedlisk i gatunków chronionych na mocy dyrektyw 92/43/EWG i 2009/147/WE, owadów zapylających, a także ekosystemów słodkowodnych, miejskich, rolniczych i leśnych. Dlatego w pkt. 59 Wniosku… w sprawie Odbudowy Zasobów Przyrodniczych położono szczególny nacisk na synergię w odbudowie ekosystemów morskich i lądowych Wspólnoty. Zabiegi konieczne oraz dobre praktyki przybliżające realizację jednego konkretnego celu niemal zawsze przyczynią się do osiągnięcia pozostałych celów bądź do sprawniejszego wywiązania się z innych zobowiązań. Komisja, Rada i Parlament Europejski rozumieją, że poszczególne kraje członkowskie oraz ich autonomiczne terytoria zamorskie będą uwzględniać swoje szczególne uwarunkowania społeczne, gospodarcze i wojskowe, by jak najlepiej wykorzystać ograniczone zasoby ludzkie, finansowe, techniczne i czasowe. Całe społeczeństwo musi dysponować realną, odpowiednio wczesną możliwością udziału w przygotowaniu tych planów, a osiągnięciom tradycyjnego rolnictwa, leśnictwa czy rybołówstwa należy się szacunek. Krajowe plany odbudowy muszą oprzeć się o najlepsze z dostępnych dowodów naukowych.

Red mason bee Osmia rufa illustration PUBLICATIONxINxGERxSUIxAUTxONLY 1560429 ChrisxShields

Punkt 77 wskazuje dodatkowe uprawnienia wykonawcze, jakie muszą być przekazane Komisji Europejskiej, w celach:

  • określenia metod monitoringu owadzich zapylaczy,
  • opracowania ram na potrzeby ustalenia zadowalającej liczebności dzikich owadów zapylających,
  • metody monitorowania pozostałych wskaźników dotyczących biocenoz rolniczych, leśnych, miejskich, słodkowodnych i morskich.

Powyższe uprawnienia wykonywane muszą być zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego oraz Rady (UE) nr 182/2011108.

Artykul 8. zatytułowany „Odbudowa populacji owadów zapylających” przyszłego Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie Odbudowy Zasobów Przyrodniczych uzyska zapewne następujące brzmienie:

„1. Państwa członkowskie muszą odwrócić tendencję spadku populacji owadów zapylających do 2030 r., a następnie osiągnąć i utrzymać tendencję wzrostową w zakresie liczebności tej populacji, mierzoną co trzy lata po 2030 r., aż do osiągnięcia zadowalających poziomów, zgodnie z art. 11 ust. 3.

2. Komisja przyjmuje akty wykonawcze w celu określenia metody monitorowania populacji owadów zapylających. Te akty wykonawcze przyjmowane są zgodnie z procedurą sprawdzającą, o której mowa w art. 21 ust. 2.

3. Metoda, o której mowa w ust. 2, zapewnia znormalizowane podejście do gromadzenia rocznych danych na temat liczebności i różnorodności gatunków owadów zapylających oraz do oceny tendencji dotyczących populacji owadów zapylających.”

Autor publikacji:

Adam Kapler-niezależny botanik, łąkarz miejski, aktywista, historyk nauk ścisłych i dziennikarz naukowy, do niedawna związany z Ogrodem Botanicznym – Centrum Zachowania Różnorodności Roślin w Powsinie.Jako botanik zajmuje się między innymi biologią konserwatorską, genetyką i filogeografią gatunków ginących w Europie Środkowej, a także biologią i ekologią dziko występujących krewniaków roślin uprawnych (CWR).

Wykorzystane piśmiennictwo: 

  • Chandler D., Cooper E., & Prince G. (2019). Are there risks to wild European bumble bees from using commercial stocks of domesticated Bombus terrestris for crop pollination?. Journal of Apicultural Research, 58(5): 665-681.
  • Komisja Europejska. 2022. Wniosek ROZPORZĄDZENIE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych. Bruksela. 
  • Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów. Inicjatywa UE na rzecz owadów zapylających (COM(2018) 395 final).
  • Konkluzje Rady z 17 grudnia 2020 r. w sprawie sprawozdania specjalnego nr 15/2020 Europejskiego Trybunału Obrachunkowego pt. „Ochrona dzikich owadów zapylających w UE – inicjatywy Komisji nie zaowocowały poprawą sytuacji” (14168/20). 
  • Maes D., Verovnik R., Wiemers M., Brosens D., Beshkov S., Bonelli S., … & Warren M. S. (2019). Integrating national Red Lists for prioritising conservation actions for European butterflies. Journal of Insect Conservation, 23(2): 301-330. 
  • Moroń D., Szentgyörgyi H., Skórka P., Potts S., & Woyciechowski M. (2014). Survival, reproduction and population growth of the bee pollinator, Osmia rufa (Hymenoptera: Megachilidae), along gradients of heavy metal pollution. Insect Conservation and Diversity, 7(2): 113-121.
  • Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 9 czerwca 2021 r. w sprawie unijnej strategii na rzecz bioróżnorodności 2030 – Przywracanie przyrody do naszego życia (2020/2273(INI)), dostępna pod adresem: https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/TA-9-2021-0277_PL.pdf 
  • Sprawozdanie Komisji dla Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów, Postępy we wdrażaniu inicjatywy UE na rzecz owadów zapylających (COM/2021/261 final)
  • van Swaay C., Cuttelod A., Collins S., Maes D., López Munguira M., Šašic, M., … & Wynhoff I. (2010). European Red List of Butterflies. Publications Office of the European Communities, Luxembourg
  • van Swaay C., Maes D., Collins S., Munguira M. L., Šašić M., Settele J., … & Cuttelod A. (2011). Applying IUCN criteria to invertebrates: How red is the Red List of European butterflies?. Biological Conservation, 144(1): 470-478. 


Podczas warsztatów motylowych sporo uwagi poświęciliśmy nie tylko lepiej znanym gatunkom dziennym, lecz także ich słabo poznanym krewniaczkom: ćmom. Posłużyliśmy się starą, acz niezastąpioną metodą ich przywabiania, przy użyciu mocnej lampy oraz białego ekranu. Motyli nocnych oraz innych owadów było naprawdę mnóstwo. Prócz wszędobylskich gatunków miernikowców, a spośród zawisakowatych nastrosz lipowiec Mimas tiliae, zmrocznik gładysz Deilephila elpenor, jego mniejszy kuzyn pazik D. porcellus czy zawisak borowiec Sphinx pinastri jak trafiały się i entomologiczne perełki, o jakich obecności w „Kwietnym Gospodarstwie” nie śmieliśmy marzyć. Jednym z nich był z pewnością postojak wiesiołkowiec Proserpinus proserpina.


Postojak wiesiołkowiec, przez niektórych owadziarzy zwany po prostu „prozerpiną” to prawem chroniony (Konwencja Berneńska, Dyrektywa Siedliskowa, polska ustawa o ochronie przyrody), bardzo rzadki w Polsce motyl nocny z rodziny zawisakowatych Sphingidae. Zawisaki jak sama nazwa wskazuje potrafią pionowo zawisać w powietrzu, co upadabnia je do helikopterów, jastrzębi (stąd ang. hawk moths – ćmy jastrzębie) albo kolibrów. Zaliczamy je do najszybciej i najsprawniej fruwająych owadów, bez kłopotow pokonujących dziesiątki kilometrów, zdolnych czasem do imponujących wędrówek porównywalnych z ptasimi. Najwięcej gatunków spotykamy pod równikiem. Na ich kluczową rolę w zapylaniu orchidei zwracał uwagę już Karol Darwin. Mózna tam mówić o całej grupie „kwiatów zawisakowych”: jasnych, rurkowatych, o bardzo słodkim zapachu. Wiesiołkowca podawano z ogromnych obszarów Eurazji, od Pirenejów na zachodzie po Uzbekistan i Turkmenistan na wschodzie, od Polski, krajów bałtyckich i zachodnich guberni Rosji na północy do Maroka, Libanu i Syrii na południu. Na południu zasięgu wydaje dwa pokolenia dorosłe rocznie: pierwsze w marcu, następne w czerwcu lub lipcu.


Dorosłe ćmy widuje się w Polsce od pierwszej dekady maja po trzecią dekadę czerwca. Nocami odwiedzają aromatyczne kwiaty o budowie rurkowej lub motylkowatej, słabo lub wcale niedostępne dla większości błonkówek i motyli, jak choćby: żmijowce, farbownika, lilaka, dąbrówek, groszków, tudzież wiciokrzewy (kapryfolia) i rododendrony. Wiele wśród nich przedstawicieli rodziny goździkowatych, dawniej tępionych przez rolników jako niesmaczne dla bydła i koni, ew. także chwasty zbóż i okopowych, a wziętych do uprawy jako kwiaty miejskich łąk: smółek, firletek, bniecy, lepnic czy krowiziołu.


Zaniepokojone gąsienice postojaka kurczą się, co upodabnia je do egipskich rzexb sfinksa. Stąd zresztą pochodzi nazwa naukowa całej rodziny. Od wyklucia z jajek do ostatniej wylinki larwy postojaka pozostają jasno zielone. Ostatnia linka przynosi właściwe, znane z większości albumów ubarwienie gąsienic: albo siwo brunatne z ciemniejszą linią grzbietową i fałszywymi, „pawimi oczkami” na końcu ciała, albo zielone. Głowa przybiera wielorakie odcienie szarych fioletów, umbrowej żółci przechodzącej w brąz albo innych beżów. Ważnym wyróżnikiem tego zawisaka pozostaje także róg w odwłokowej części grzbietu. Koniec żerowania, a początek przepoczwarzania się przypada na sierpień.
Poczwarka „prozerpiny” charakteryzuje się czerwonawym kolorem, z racji połysku zdaje się jakby nawoskowana. Zimuje w gruncie bądź pod uschniętymi pozostałościami roślin żywicielskich. Nowe pokolenie uskrzydlonych postojaków wychodzi wiosną z ukrytych w głębi ziemi poczwarek. Niejako budzi się do życia w tej samej chwili co większość przyrody, w tym kwiaty wiosny. Autorowi nazwy naukowj kojarzyło się to z mitem o Prozerpinie, córce Matki-Ziemi porwanej, potem zaślubionej przez boga podziemi Plutona. Według wierzeń Greków i Rzymian Prozerpina wracała co roku na powierzchnię by nacieszyć się Słońcem, a potem zstępowała do świata zmarłych, do męża.


Postojakom wiesiołkowcom zagraża przede wszystkim zanik tradycyjnie użytkowanych siedlisk ekotonowych jak miedze oraz okrajki leśne. Znane polskim badaczom populacje zanikają wszędzie tam, gdzie komasuje się pola i użytki zielone, ewentualnie przeznacza je pod zabudowę lub kopalnie. W dłuższej perspektywie czasowej równie mocno szkodzi im brak jakiekolwiek użytkowania, co oznacza sukcesję naturalną ku zbiorowiskom leśnym.

„Prozerpina” może korzystać z akcji czynnej ochrony niskiej roślinności sucholubnej lub- przeciwnie – bagiennej, realizowanych w Parku Nar. „Ujście Warty” z myślą o ptakach. Tylko część stanowisk postojaka znalazło się w granicach obszarów Natura2000, jeszcze mniej w obrębie rezerwatów np.: „Winiary”. Nie przeszkadza to jednak w osiągnięciu właściwego stanu ochrony tej pięknej ćmy, o ile zachowa się w Polsce tradycyjną mozaikę krajobrazów rolniczo-leśnych. Skoro jednak nasze rolnictwo zmierza w kierunku wielkoobszarowych, mocno uprzemysłowionych gospodarstw farmerskich wskazane jest tworzenie dotąd niespotykanych siedlisk zastępczych. Ogromną rolę odegrać tu mogą zarówno miejskie łąki kwietne, jak i wiejskie pasy (miedze kwiatowe) na plantacjach i między posesjami. Murawy i zadrzewienie świetne dla „prozerpin” zwykle są bardzo dobre także dla trzmieli oraz wielu ptaków krajobrazu wiejskiego (dzierzb).


Entomolodzy dziwią się niekiedy, czemu postojaka spotkać można w tak niepodobnych ekosystemach, raz upalnych i suchych, a raz chłodnych i podmokłych? Sytuacja staje się bardziej zrozumiała, gdy uwzględni się preferencje siedliskowe roślin pokarmowych jej gąsienic. Te niby są ograniczone do przedstawicielek rodziny wiesiołkowatych: wierzbówek Chamaenerion, wierzbownic Epilobium oraz wiesiołków Oenothera. Obecność krwawnicy Lythrum jako alternatywnej rośliny pokarmowej larw także wpisuje się w te upodobania, gdyż krwawnicowate to grupa siostrzana wiesiołkowatych. Wszystkie te rodzaje łączy zamiłowanie do siedlisk widnych, otwartych i półotwartych, jednak znajdzie się tu parę gatunków tolerujących cień jak wierzbownice: górska, różowa i drobnokwiatowa, wnikające w głąb lasów, byle mokrych. Poza tym jednak spotykamy tu najrozmaitsze preferencje względem wilgotności i zasobności podłoża. Wśród samych tylko wierzbownic rosnących w Polsce spotkamy przecież i gatunki mokradeł (bladoróżowa, błotna), i suchych, kwaśnych piaszczysk czy granitowych piarżysk (w. wzgórzowa).


Mimo objęcia monitoringiem jako gatunku „naturowego” postojak wciąż należy do zwierząt słabo zbadanej, nie do końca zrozumiałej nawet fachowców biologii. O ile w latach 2013-14 potwierdzano jego obecność sposobem „na światło”, o tyle monitoring w 2018 r., oparty o poszukiwania gąsienic na ich roślinach pokarmowych okazał się porażką. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy „prozerpina” należy do ciem o populacjach efemerycznych, z natury nietrwałych? Silnie zależnych od przypadkowych fluktuacji pogody? Napływu osobników z południa Europy?
Rosnąca liczba obserwacji postojaka „na światło” wskazuje albo na rosnącą liczbę naukowców (zawodowych i amatorów), albo na niedoszacowanie liczby stanowisk i liczebności populacji w XIX i XX w., albo na odradzanie się i reekspansję gatunku (trochę jak u żołny wśród ptaków). Biorąc pod uwagę wymagania pokarmowe gąsienic oraz form dorosłych (imagines) można się zastanawiać, czemu postojak tak słabo wykorzystuje nowe możliwości, oferowane mu przez człowieka? Dzięki ludziom do Polski trafiło parę rodzajów kwiatów z rodziny wiesiołkowatych, kilkaset lat temu spotykanych tylko na półkuli zachodniej, jak znane z pasów kwiatowych i miejskich łąk godecje Klarkia, gaury Lindheimera Gaura lindheimeri czy nasze parapetowe ułanki Fuchsia. Głównym beneficjentem presji człowieka pozostaje wiesiołek, nie tylko sprowadzony z Ameryki Płn., ale także wciąż zyskujący dogodne siedliska w postaci nasypów, przydroży, plantacji roślin leczniczych, ostatnio także miejskich łąk na stanowiska suche i jałowe.

Autor publikacji:

Adam Kapler, niezależny botanik, łąkarz miejski, aktywista, historyk nauk ścisłych i dziennikarz naukowy, do niedawna związany z Ogrodem Botanicznym – Centrum Zachowania Różnorodności Roślin w Powsinie.Jako botanik zajmuje się między innymi biologią konserwatorską, genetyką i filogeografią gatunków ginących w Europie Środkowej, a także biologią i ekologią dziko występujących krewniaków roślin uprawnych (CWR).

Wykorzystane piśmiennictwo:
Bury J., Mazur K., Olbrycht T. 2015. Nowe dane o rzadko spotykanych motylach z rodziny zawisakowatych (Lepidoptera: Sphingidae) z południowo-wschodniej Polski. Wiadomości Entomologiczne, 34(3).
Buszko J. 1997. Atlas rozmieszczenia motyli dziennych w Polsce (Lepidoptera: Papilionoidea, Hesperioidea) 1986-1995. Oficyna Wydawn. Turpress, Toruń, 170 ss.
Buszko J. 2004. Proserpinus proserpina. Ss. 232-233. Postojak wiesiołkowiec LR. W; Głowackiński Z., Nowacki J. (red.) Polska Czerwona Księga Ziwerzat. Bezkręgowce. https://www.iop.krakow.pl/pckz/opis8e3a.html?id=80&je=pl
Kokot A., Palik E. 2000. Uzupełnienie II do fauny motyli większych (Macrolepidoptera) Puszczy Białowieskiej. Parki nar. Rez. przyr, 19: 99-102.
Malkiewicz A. (red.) 2012. Postojak wiesiołkowiec Proserpinus proserpina (1076) Monitoring gatunków i siedlisk przyrodniczych ze szczególnym uwzględnieniem specjalnych obszarów ochrony siedlisk Natura 2000. Biblioteka monitoringu środowiska. GIOŚ, Warszawa.
Malkiewicz A. (red.) 2015. Postojak wiesiołkowiec Proserpinus proserpina (1076) Monitoring gatunków i siedlisk przyrodniczych ze szczególnym uwzględnieniem specjalnych obszarów ochrony siedlisk Natura 2000. Wyniki monitoringu w latach 2013-14. GIOŚ, Warszawa.
Malkiewicz A. (red.) 2018. Postojak wiesiołkowiec Proserpinus proserpina (1076) Monitoring gatunków i siedlisk przyrodniczych ze szczególnym uwzględnieniem specjalnych obszarów ochrony siedlisk Natura 2000. Wyniki monitoringu w 2018. GIOŚ, Warszawa.
Napiórkowska-Kowalik J. 2002. Nowe stanowisko Proserpinus proserpina (Pallas, 1772) (Lepidoptera, Sphingidae) w Polsce. Wiad. entomol. 21: 58.
Nikiel R. 2009. Obserwacje postojaka wiesiolkowca w Beskidach. Przyroda Górnego Śląska 55: 12-13.
Sielezniew M. 1998. Postojak wiesiolkowiec w rezerwacie „Skarpa Ursynowska”. Przyroda Polska 07.
Sielezniew M., Stankiewicz A. 2002. Motyle tzw. większe nocne (Macrolepidoptera, Heterocera) rezerwatu „Las Natoliński” w Warszawie. Parki nar. Rez. przyr 21(2): 195-205.
Wąsala R. 2007. Postojak wiesiołkowiec- Proserpinus proserpina [PALLAS, 1772] [Lepidoptera: Sphingidae] na wydmie polskiego wybrzeża Bałtyku. Wiadomości Entomologiczne 26(1): 57.
Wąsala R., Zamorski R. 2014. Stwierdzenie Proserpinus proserpina (PALLAS, 1772)(Lepidoptera: Sphingidae) na Ponidziu. Wiadomości Entomologiczne 33: 3.

Każdy z nas może wziąć udział w zwalczaniu inwazyjnych gatunków obcych (pol. IGO) roślin, zwierząt i grzybów.

Na mocy Ustawy z dnia 11 sierpnia 2021 r. o gatunkach obcych (DzU z 2021 r. poz. 1718), zwanej dalej Ustawą o IGO, każdy, kto zauważy obecność IGO w swoim otoczeniu, powinien bez zwłoki zgłosić ten przykry fakt wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta, właściwemu ze względu na miejsce bytowania konkretnego IGO w środowisku (art. 15). Ustawa odróżnia inwazyjne gatunki obce groźne dla całej Wspólnoty Europejskiej od tych niebezpiecznych przede wszystkim dla państwa polskiego.

Jak zgłaszać?

Formalnego zgłoszenia obecności gatunków obcych dokonuje się pisemnie, za pomocą tradycyjnego listu, maila, SMS-a lub MMS-a, listu na skrzynkę podawczą urzędu (ePUAP). Prawidłowo sporządzone zgłoszenie winno zawierać:

  • dane kontaktowe oraz adres Zgłaszającej/ego (imię, nazwisko lub nazwę instytucji, adres, mail i/lub nr telefonu);
  • nazwę IGO;
  • przybliżoną przynajmniej liczbę okazów albo zajmowaną przez nie powierzchnię siedliska;
  • miejsce oraz datę obserwacji;
  • w miarę możności także fotografię potwierdzającą obserwację.

Co dalej?

Wójt gminy, burmistrz albo prezydent miasta weryfikuje formalnie zgłoszenie. W razie wykrycia niedociągnięć formalnych daje 7 dni roboczych na uzupełnienie formalności. W przypadku nieuzupełnienia braków formalnych zgłoszenia się nie proceduje dalej (pozostawia bez rozpoznania). Nie rozpoznaje się także zgłoszeń konkretnych populacji IGO, jakie już wcześniej znane były władzom. Zgodnie z art. 16 Ustawy o IGO niektóre gatunki są tak niebezpieczne, że podlegają szybkiej eliminacji. Jeżeli zgłoszenie tego gatunku zawiera brak, to będzie sprawdzone materialnie (w terenie. Nawet jeśli zawiera braki formalne, a przeciwko danym IGO podjęte zostaną szybkie kroki zaradcze.

Kto? Gdzie?

Ponadto wykrywaniem i zgłaszaniem inwazyjnych gatunków obcych roślin i zwierząt zajmują się z urzędu: regionalni dyrektorowie ochrony środowiska, dyrekcje parków narodowych, główny inspektor rybołówstwa morskiego, dyrekcje urzędów morskich oraz podległe im służby.

Władze samorządowe (wójt, burmistrz albo prezydent) przekazuje zgłoszenie, o którym mowa w art. 15 ust. 1, w postaci elektronicznej, w formacie danych oraz zgodnie ze wzorem udostępnionym przez Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie podmiotowej Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska:

1) właściwemu dyrektorowi parku narodowego, jeżeli dane IGO obserwowano w parku narodowym;

2) właściwemu dyrektorowi urzędu morskiego, jeżeli IGO znajduje się w pasie technicznym poza obszarami morskimi zarządzanymi przez Głównego Inspektora Rybołówstwa Morskiego i poza parkami narodowymi;

3) Głównemu Inspektorowi Rybołówstwa Morskiego, na Bałtyku poza pasami technicznymi podległym urzędom morskim i poza parkiem narodowym;

4) właściwemu RDOŚ danego województwa, we wszystkich pozostałych przypadkach.

Samorząd ma obowiązek przekazać zgłoszenie jak najszybciej po jego otrzymaniu. W pierwszej kolejności powinien zająć się zgłoszeniami:

  • gatunków podlegających szybkiej eliminacji; 
  • stwarzającego zagrożenie dla UE i/lub Polski;
  • szeroko rozpowszechnionego.

Ponadto w celu uniknięcia opóźnień wszystkie zgłoszenia winny być sprawdzone i ew. zgłoszone w terminie jednego tygodnia do końca kwartału, w jakim wpłynęły.

Do Ustawy o IGO wydane zostanie rozporządzenie z listami gatunków, z podziałem na podlegające szybkiej eliminacji, stwarzające zagrożenie, szeroko rozpowszechnione oraz pozostałe. Nowe zadania samorządów to nierzadko zadania własne i/lub obligatoryjne każdej gminy. Praktyka wykaże, jak poszczególne gminy oraz państwo polskie jako całość poradzą sobie z lawiną zgłoszeń, niekiedy błędnych albo kłamliwych.

Jaki jest koszt środowiskowy imprez „ekologicznych”? Ile generuje się CO2 w czasie ich przygotowania i trwania? Czy opłaca się nam takowe organizować w tradycyjnej formie?

W zeszłym tygodniu zakończyło się trwające 5 dni wydarzenie WUF11. Hasłem przewodnim tego wydarzenia było „Transformacja europejskich miast: dla lepszej Europy, dla lepszego świata”.

Muszę powiedzieć, że jako jeden z niewielu mam gorzko-kwaśny „posmak” po tej imprezie.

Odnoszę wrażenie, że WUF11 było jedną z większych greenwashingowych imprez ostatnich lat.

Pojęcie greenwashingu świetnie podsumowała Joanna Rayss:

„Jeżeli rozmiar nakładów finansowych, środków i PR-u związane z daną inwestycją zdecydowanie przewyższa efekty ekologiczne i funkcjonalne, to jest to ewidentnie greenwashing”

Wielokrotnie w czasie WUF11 podejmowano temat zmian klimatu i potrzeby ograniczenia generowania CO2 w celu przeciwdziałania właśnie tym zmianom klimatu. Odnoszę wrażenie że to były tylko puste słowa, które nic nie znaczą. Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniami…

– W imprezie wzięli udział goście z całego świata „Wiceminister Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej Małgorzata Jarosińska  podała, że na 30 dni przed wydarzeniem zgłosiło się do niego 7 tys. uczestników z całego świata, w tym ok. 900 z Polski. – Liczę, że do 22 czerwca, do czasu trwania rejestracji, ta liczba będzie większa, bo tak naprawdę spodziewamy się w Katowicach ok. 15 tys. osób”. Ciekawe ile sam transport tych wszystkich osób wygenerował CO2…? Czy w dobie internetu nie można było przeprowadzić takiego wydarzenia online?

– „W imprezie wzięło udział 89 wystawców z 43 krajów ze wszystkich regionów świata” – możemy przeczytać w Dziennik Zachodni. Jak Państwo myślicie, co stanie się z tymi pięknymi, wykonanymi z płyt wiórowych boxami, w których wystawcy się prezentowali? Śmietnik czy spalarnia? Tak, budownictwo jest odpowiedzialne za generowanie 40% CO2.

– W miejscu w którym odbywało się WUF11 brakowało koszy do selektywnej zbiórki odpadów. Większość koszy, to były czarne kubły z napisem „zmieszane”. Konsternacja osób biorących udział w tym wydarzeniu, gdy szukali kosza na plastik lub szkło, była tak duża, że czułem wewnętrzny wstyd i zażenowanie w związku z tym, jaki dajemy przykład światu.

– Każdy uczestnik dostawał przy rejestracji „gifty”. Jakie? Torbę bawełnianą i plastikową butelka na wodę made in China. Niby fajnie, ale… wyprodukowanie bawełnianej torby generuje o wiele więcej CO2 niż wyprodukowanie torby plastikowej. Ponadto produkcja toreb bawełnianych zżera niewyobrażalne ilości wody – raptem 2600l wody na JEDNĄ torbę. Czy to mało czy dużo? To tyle ile potrzebuje jedna dorosła osoba do przeżycia przez 3,5 roku. Na potrzeby tej imprezy prawdopodobnie wyprodukowano ok. 15 tys. takich toreb = 39 000 000l wody.

– Możliwość zakupu dań z mięsem. Wiem że dla wielu obiad bez mięsa to nie obiad, ale jeśli mamy wprowadzać nowe trendy i rozwiązywać problemy świata, to powinniśmy, tym bardziej na takiej imprezie, powstrzymać się od promowania konsumpcję mięsa. „Globalna produkcja mięsa generuje więcej CO2 niż transport samochodowy, lotniczy, kolejowy i wodny razem wzięte – ukazuje raport brytyjskiego instytutu Chatham House”, ale organizatorzy oraz osoby biorące udział w WUF11 (na talerzach uczestników bardzo często pojawiało się mięso) w sumie się nie bardzo tym przejmują.

– Plastikowe rośliny jako wystrój. Gdzie by nie spojrzeć, to z każdej strony uczestników otaczała zieleń, niestety był to głównie plastik – tego chyba nie trzeba komentować. Czy lepsze są żywe rośliny lub kwiaty cięte? Zazwyczaj tak, ale nie w tym wypadku. Żywe rośliny posadzone były w podłożu zawierającym torf. Co to znaczy dla klimatu? Pisaliśmy o tym tu: https://lakikwietne.pl/torf-cenny-zasob-naturalny/ Z resztą co się stanie po imprezie z tymi żywymi roślinami? Prawdopodobnie wylądują w koszu i cała energia oraz woda jaka została wykorzystana na ich produkcję pójdzie jak para w gwizdek.

– Na ścianie jednego wystawcy królował chrobotek reniferowy – gatunek porostu, który jest pod częściową ochronę i pozyskiwany jest głównie z Syberii. Tu warto zaznaczyć że porosty rosną w tempie od 0,25mm do 3 cm rocznie.

– Kolejne wątpliwości jakie się nasuwają to sposób promowania tego wydarzenie poprzez rozdawanie paczek z nasionami na „łąkę kwietną”. Mieszanka nasion zawierała głównie nasiona traw oraz… nasiona inwazyjnego łubinu trwałego, który opisywany jest tak przez GDOŚ: „Gatunek cechuje się wysoką konkurencyjnością wobec rodzimych roślin. W stanie dzikim jest w stanie tworzyć rozległe skupienia, wypierając inne gatunki roślin zielnych i gruntownie zmieniając skład i strukturę roślinności. Zbiorowiska roślinne z dużym udziałem łubinu trwałego cechują się zwykle obniżoną różnorodnością gatunkową. Gatunek w zróżnicowany sposób wpływa na liczebność i bogactwo gatunkowe owadów, a pośrednio na możliwości zapylania i sukces reprodukcyjny innych roślin. W miejscach z obfitym występowaniem łubinu trwałego może dochodzić do spadku ogólnej liczebności stawonogów, nawet o ok. 45%”

– Temperatura towarzysząca temu wydarzeniu nie chciała spaść poniżej 30 stopni. Dlaczego o tym piszę? Aby uczestnicy nie ugotowali się w garniturach należało w pomieszczeniach włączyć dużych rozmiarów klimatyzatory. Pobór prądu musiał być duży. Warto przy okazji pamiętać, że prąd w polskich gniazdkach pochodzi głównie ze spalania węgla ok. 75%.

Warto zadać sobie pytanie, czy impreza w czasie której tak dużo mówi się o ekologii, zmianach klimatu, przyszłości miast i świata, powinna promować działania i rozwiązania, które są przyczyną obecnego stanu rzeczy? 

WUF11 oceniam jako imprezę mającą głównie na celu generowanie jeszcze większych ilości gotówki wybranym środowiskom pod płaszczykiem modnej ostatnio ekologii. Z resztą słowa ministra Michała Wójcika obnażają prawdziwy cel organizowania takich wydarzeń: „To jest naprawdę znakomita okazja do tego, żeby nawiązywać relacje biznesowe”.